000753GRY4P961QJ-C122-F4„Panie i panowie, podczas wymiany proszę nie wrzeszczeć!” Ten osobliwy apel ze stołka sędziego skierowany został pod adresem publiczności nie bez powodu. 19-letnia tenisistka z Mińska, Aryna Sabalenka, we wtorkowej sesji wieczornej na Rod Laver Arena podyktowała faworytce gospodarzy, Ashleigh Barty, dość trudne warunki. Białorusinka wygrała z rozstawioną rywalką pierwszego seta i wyraźnie zamierzała powtórzyć ten wyczyn w secie drugim. Na trybunach powstał lekki niepokój. Mocno zbudowana i wyjątkowo silna fizycznie przeciwniczka nie tylko strzelała kolejnymi piłkami jak z armaty, ale jeszcze wydawała przy tym potępieńcze dźwięki. Widownia wyraźnie postanowiła pomóc australijskiej rakiecie nr 1 i w trakcie gry nagle zaczęła przedrzeźniać Arynę. Powstała dość dwuznaczna sytuacja i właśnie temu próbował zaradzić arbiter.

Ostatecznie niespodzianki w tym meczu nie było i do II rundy Australian Open awansowała Barty. Lokalne i światowe media szybko w tej sprawie zareagowały. Szczególnie, że mało eleganckich, głosowych drwin z pokonanej, próbował na korcie także spiker z mikrofonem. Odżył wielokrotnie podnoszony temat dziwnych odgłosów, jakie podczas odbijania piłki wydaje czołówka światowego tenisa. Nie jest tajemnicą, że na meczach takich gwiazd jak Maria Szarapowa, Wiktoria Azarenka, czy siostry Williams, ale także Rafael Nadal albo Novak Djokovic, głośno bywa czasem aż do przesady. Lista tych postękujących, jęczących czy też drących się wniebogłosy po każdym odbiciu zrobiła się dziś wyjątkowo długa. Na dodatek chętnych do produkowania tego dodatkowego hałasu przybywa non-stop. Szczególnie tam, gdzie finezję w grze wypiera brutalna siła fizyczna.

„Sabalenka może być niezłą tenisistką, ale coś trzeba zrobić z hałasem, jaki wytwarza podczas gry” – napisał na Twitterze Todd Woodbridge, słynny przed laty australijski deblista. „Ona drze się chyba na 347 różnych sposobów. Cóż za talent!” – złośliwie dodała Pam Shriver, była mistrzyni US Open. „Nie wiem, ile razy krzyk tej dziewczyny pokrywał się z momentem brania zamachu przez Barty, lecz na miłość Boską tak nie może być. Przecież Australijce musiało to przeszkadzać w grze” – zasugerował Amerykanin Tennys Sandgren, człowiek który wyeliminował w Melbourne Wawrinkę. Główna zainteresowana, czyli Barty, oświadczyła dziennikarzom, że uprzedzona przez trenerów specjalnie nie przejmowała się tym, jak nieprzyjemne odgłosy wydaje przeciwniczka. „Taki już jest ten obecny tenis, że jedne grają spokojnie, a inne stale krzyczą. Mnie to akurat nie przeszkadzało”.
Przed paroma laty Martina Navratilova jako pierwsza wyraziła opinię, że ten rodzaj zachowania w trakcie meczu nosi, jej zdaniem, znamiona oszustwa. „Wystarczy, że przez długi i głośny okrzyk rywala słabiej usłyszysz jak dźwięczą struny w jego rakiecie, a za chwilę możesz mieć problem z dobrym przygotowaniem swojego odbicia”.

Amerykanie parę lat temu zajęli się sprawą szczegółowo i zlecili temat naukowcom. Zadali im dwa pytania: czy taki krzyk na korcie przeszkadza osobie, stojącej po drugiej stronie siatki i czy pomaga tej, która krzyczy. Seria eksperymentów i badań laboratoryjnych doprowadziła do wniosku, że przy głośnym dźwięku, towarzyszącym każdemu uderzeniu, powstaje u odbiorcy opóźnienie decyzji na poziomie 30 milisekund. Każdy dodatkowy bodziec słuchowy lekko maskuje kierunek uderzenia i zwiększa presję wywieraną na przeciwniku, bo zabiera mu część czasu, przeznaczonego na odbicie własne. Nie udało się stwierdzić, na ile to przygotowanie zostaje osłabione oraz czy – jak twierdzą w anegdotycznych opowiastkach sami gracze – okrzyk rywala faktycznie pogarsza u tego po drugiej stronie siatki odbierane bodźce wzrokowe, albo też, czy z tego powodu gorzej słyszy on dźwięk odbijanej piłki.

Ustalono ponad wszelką wątpliwość, że odgłosy wydawane na korcie przez grających jednorodne nie są. Przy przedłużających się wymianach, albo gdy mija kolejna godzina meczu postękiwanie ewidentnie jest oznaką zmęczenia organizmu i nie ma nic wspólnego z jakąś prowokacją. Gorzej gdy jęki i krzyki osiągają wysoki dramaturgicznie poziom bez związku z obciążeniami fizycznymi. Wtedy istotnie mogą się pojawiać różne podejrzenia. Nie było problemu z udowodnieniem, że okrzyk przy odbiciu zwiększa jego efektywność. Z testów graczy uniwersyteckich wynikało jasno, że prędkość uderzenia wzrasta wtedy średnio o 3,8%, a przy serwisie nawet o 4,9% (7 km/godz więcej). Ten mały wzrost, co ważne, nie pociąga żadnych dodatkowych kosztów fizjologicznych. Następuje poprawa wydajności bez większego zużycia energii i dodatkowego angażowania mięśni.

W przepisach gry, zaaprobowanych przez ITF, występuje pojęcie niedozwolonego przeszkadzania rywalowi w grze (hindrance), skutkujące karą utraty punktu. W I rundzie w Melbourne Caroline Garcia po ostrym zagraniu po przekątnej krzyknęła głośne „c’mon” przekonana, że akcję wygrała. Rywalka tymczasem, Carina Witthoeft, do piłki dobiegła, zaś dosłownie sekundę wcześniej arbiter orzekł „hindrance” i przyznał punkt Niemce. Ten sam punkt regulaminu teoretycznie dałoby się zastosować, kiedy odbijający piłkę monotonnie i przeciągle wydaje po uderzeniu jakiś tam odgłos. W praktyce jednak, jak się okazuje, nie jest to ani proste, ani jednoznaczne. Tenisowi działacze, mimo zapowiedzi, wciąż nie potrafią uporać się z tym problemem. Z jednej strony trudno chwalić zachowanie trybun z Rod Laver Arena, z drugiej może właśnie przedrzeźnianie krzykaczek przez publiczność opamięta w końcu te najgłośniejsze.

Karol Stopa