Stuttgart Tennis 39 MercedesCup Yannick Hanfmann GER vs Marton Fucsovics HUN Yannick HanfmaMecze Pucharu Davisa już tradycyjnie sypnęły niespodziankami. Z jednej strony ta drużynowa rywalizacja ma swój osobliwy klimat, niejako prowokujący wyniki mało spodziewane. Z drugiej wyraźne dziury w składach wielu narodowych reprezentacji, plus nasilające się zjawisko omijania rozgrywek przez największe gwiazdy dyscypliny, prowadzi do zdecydowanego poszerzenia sceny dla postaci dotąd drugoplanowych. W tej sytuacji na rezultaty minionego weekendu warto spojrzeć w nieco szerszej perspektywie niż jedynie pod kątem konkretnych rozstrzygnięć. Przy tak akurat ustawionej optyce wydaje się, że pucharową palmę pierwszeństwa mogli zdobyć w tych dniach Węgrzy.

Awans bratanków do Grupy Światowej Pucharu Davisa mocno przypomina fuks na torze. Główny bohater play-offu z Rosjanami, 25-letni Marton Fucsovics, to wciąż tenisista spoza pierwszej setki rankingu. W lipcu był przez tydzień nr 99 ATP, lecz potem swoje notowania pogorszył. Na kortach w Budapeszcie nie przeszkodziło mu to w ograniu dwóch rywali z pierwszej czterdziestki: Andrieja Rubliowa i Karena Chaczanowa. Także w zdobyciu punktu za debel. Tym drugim w ekipie był 28-letni Attila Balazs, klasyfikowany jeszcze niżej, a u nas znany jako partner Michała Przysiężnego w juniorskim półfinale Roland Garros 2002. Węgrzy wracają do elity drużyn po 21 latach. Patrząc na ich rankingi wydaje się, że jest to dziś wyczyn lekko na wyrost, a zespół niekoniecznie pasuje do szesnastki najlepszych państw świat. Rzut oka na obecny status tej dyscypliny sportu nad Dunajem sugeruje jednak ciężko wypracowany sukces i nadzieje na więcej w niedalekiej przyszłości.

Dziesięć miesięcy temu sekretarz generalny „Magyar Tenisz Szovetseg”, pan Attila Richter, z dumą informował na specjalnej konferencji, że 2017 będzie „Rokiem Węgierskiego Tenisa”. W otoczeniu wielu dawnych i obecnych gwiazd dyscypliny zapowiadał wiele inicjatyw. Na malowniczej wyspie św. Małgorzaty, tam gdzie w ruinę popadł stary obiekt piłkarzy z Dozsa Ujpest i położone tuż obok korty, budowę super nowoczesnego centrum federacji z efektownym stadionem. Także pierwszy w historii turniej ATP na Węgrzech, prezent od rumuńskiego biznesmena Iona Tiriaca, kiedyś nawet mieszkańca Budapesztu, który w 1965 wygrał tu Uniwersjadę, a teraz postanowił przenieść swoją imprezę po 13 latach z Bukaresztu do tej akurat stolicy. Ponadto pierwszy zorganizowany przez węgierski związek turniej WTA, Hungarian Ladies Open. W kalendarzu wskoczył on na miejsce Rio de Janeiro, odbył się w lutym br. w BOK Event and Congress Center, a na inaugurację został wygrany przez Węgierkę, Timeę Babos. Do tego jeszcze awizowano na wspomnianej konferencji serię challengerów, dziesiątki małych i większych turniejów ITF, plus masowe imprezy juniorskie, te wewnętrzne krajowe i w obsadzie zagranicznej. No, po prostu istna tenisowa lawina.

Nie wszystko Madziarom wyszło, gdyż na budowie centrum wystąpiły opóźnienia i kwietniowy Gazprom Hungarian Open, a także wrześniowy play-off Węgry-Rosja w Pucharze Davisa musiały ostatecznie trafić na inny obiekt. Od kwietnia 2018 jednak wszystko ma już być tak, jak pierwotnie planowano. Pan Attila Richter to jest jednocześnie wpływowy wiceprezydent Tennis Europe, dzięki któremu nie ma teraz miesiąca bez istotnych wydarzeń, zlokalizowanych właśnie na Węgrzech. To np. nie przypadek, że prestiżowe finały Junior Davis Cup i Junior Fed Cup od dwóch lat odbywają się w Budapeszcie. Takich dużych okazji jest akurat więcej, bo oni mają za co, kim i gdzie. Prezes federacji od sześciu lat, pan dr Lajos Szucs, to człowiek wyjątkowo starannie wykształcony, który reprezentuje rządzącą partię Fidesz. Zarazem jest on osobą, która nie narzuca się przesadnie ze swymi poglądami więc partyjne wpływy nie są w tenisowej centrali zbyt widoczne. To natomiast, co widać tam od razu i co ma zasadniczy wypływ na rozwój dyscypliny to skala pomocy ze strony ministerstwa sportu. Bo też w dużej mierze dzięki państwowym pieniądzom budżet węgierskiej federacji (ok. 10 mln euro) w tej części Europy, a zwłaszcza u nas, robi dzisiaj kolosalne wrażenie. Związek stać na liczone w milionach forintów dofinansowanie klubów i utalentowanej młodzieży. Opracowano nawet w tym celu specjalny system premiowania. Grający podpisują umowy z federacją, wymagane starty określa się liczebnie, potem oczywiście obdarowanych rozlicza.

Wystarczy rzut oka na młodzieżowe rankingi, aby się zorientować, że nadejście węgierskiej fali w profesjonalnym tenisie może być tylko kwestią czasu. Nie jest przypadkiem, że tegoroczny turniej 16-latków im. Bohdana Tomaszewskiego, imprezę I kategorii, wygrali goście znad Balatonu, Peter Fajta i Zita Kovacs. Gwiazdą pań wciąż jest 24-letnia Babos, topornie grająca niedzielna finalistka z Quebec City. Za jej plecami jednak są już znacznie młodsze i ciekawsze jeśli idzie o styl: Dalma Galfi, Fanny Stollar, Panna Udvardy. U mężczyzn prócz dwójki z reprezentacji Węgrzy mogą liczyć przede wszystkim na 17-latka Zsombora Pirosa i starszego 2 lata Mate Valkusza. Po wojnie przez korty u bratanków przewinęło się wiele znakomitości. Mistrz Roland Garros z 1947 Jozsef Asboth, finalista Paryża 1966 Istvan Gulyas, wielki mistrz debla Balazs Tarocsy, a bliżej nas Attila Savolt, solidny challengerowiec. U pań mistrzyni z 1958, rok potem finalistka Paryża Zsuzsi Kormoczy, także np. Andrea Temesvari, Petra Mandula, czy zdolna Agnes Szavay, która przegrała z kontuzją. Wygląda na to, że w tenisowej sztafecie pokoleń znów szykuje się im dobra zmiana.

Węgrzy w Pucharze Davisa to hasło, wywołujące w naszym kraju sporo wspomnień. Rok 1969 i Mieczysław Rybarczyk, wygrywający z kończącym pomału karierę Istvanem Gulyasem. Rok 1974 i pięciosetowy horror Wojtka Fibaka z Balazsem Tarocsym, mecz kiepsko wyglądający w niedzielę, a wygrany w poniedziałek. Łącznie cztery spotkania i po dwa zwycięstwa dla każdego z państw. Trzy lata temu oni byli jeszcze w pucharowej czwartej lidze, podczas gdy my wtedy pukaliśmy do drzwi ekstraklasy. Teraz jakbyśmy się rolami zamienili. Polska niestety wraca tam, gdzie była najczęściej, do Grupy II strefy Euro-Afrykańskiej, Węgrzy są w elicie. My, dzięki pieniądzom prywatnego sponsora, mieliśmy wcześniej niż oni skład, idealnie pasujący do Grupy Światowej. Dostaliśmy się tam jednak za późno i na bardzo krótko. Oni wzmocnieni pieniędzmi publicznymi trafili na szczyt lekko na wyrost, lecz mają silniejsze od nas zaplecze. Dwie nacje niezbyt od siebie odległe, a zrobił się taki modelowy pojedynek. Korci, aby postawić zasadnicze pytanie. Właściwie to jak należy dziś budować wynik w tym sporcie i do czyjej kieszeni sięgać po wsparcie…