WTA Tennis Damen Tour 2017 Mallorca Open Santa Ponsa 20 06 2017 Jelena Jankovic SRB WTA TourSkończyła pod koniec lutego 32 lata i – choć rzadko demonstruje dziś grę tak regularną jak kiedyś – wciąż pojawia się na imprezach ze statusem kogoś szczególnie reklamowanego. Naturalnie są ku temu konkretne powody. Zobowiązuje przede wszystkim fakt, że jest przecież jedną z 23 liderek rankingu WTA. W fotelu dla najlepszej Jelena Jankovic zasiadała przez 18 tygodni. Była nawet nr 1 na koniec sezonu 2008, gdy imponowała skutecznością i miała szansę wygrać Flushing Meadows.

Historia mówi o nazwiskach sześciu pań, które wdrapały się na szczyt nie mając wielkoszlemowej korony. Dwie z nich: Kim Clijsters i Amelie Mauresmo uzupełniły potem swe biografie, z kolei ta najmłodsza, Karolina Pliskova, ma na to jeszcze trochę czasu. Nie zdążyła przed końcem kariery Dinara Safina, może na zryw stać będzie jeszcze Karolinę Woźniacką. W przypadku Serbki sprawy, niestety, układają się źle. Nie do końca wiadomo, czy przy obecnym stanie zdrowia zaryzykuje ona podróż do Nowego Jorku oraz czy i kiedy ujrzymy ją jeszcze na kortach.

„Zobaczę, jak to się wszystko potoczy w najbliższym czasie, lecz najprawdopodobniej nie dogram tego sezonu do końca. Nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji, być może zrobię wyjątek na czas US Open. Najpierw jednak muszę dać sobie jeszcze jedną turniejową szansę” – mówiła do Kelyn Soong, dziennikarki z „Washington Post”, załamana tenisistka . Rozmawiały zaraz po I rundzie Citi Open. Serbka z Francuzką Oceane Dodin nawet nieźle zaczęła, potem jednak gasła z każdą minutą drugiego seta, a w połowie trzeciego, po wizycie lekarza, poddała pojedynek. Była to jej dokładnie szósta porażka w siedmiu ostatnich grach. Zawodniczce, która cztery lata temu była klasyfikowana w TOP 10 coraz bliżej dziś do tego, by wypaść z setki. Od 15 lat sytuacja dla niej nieznana. „Mój problem to chroniczny ból pleców w okolicy kręgosłupa. Korzystam już ze wszystkich możliwych zabiegów, a przed meczami biorę specjalne zastrzyki. Na korcie jeden niefortunny skręt powoduje, że niestety ta dolegliwość wraca, ból promieniuje do nóg i zaczynam przeżywać agonię. Męczę się tak, z krótszymi lub dłuższymi przerwami, od pięciu lat. Niestety moje ciało nie chce mi pomóc i jest to dla mnie ogromnie rozczarowujące”.

W Wimbledonie z Agnieszką Radwańską Jankovic doprowadziła do tie-breaku w I secie, ale w II powłóczyła już nogami i nie zdobyła żadnego gema. Potem Serbka wzięła trzy tygodnie urlopu. W chińskim Nanchang okazało się, że odzyskanego tak zdrowia wystarcza na ogranie jednej rywalki z czwartej setki. Jelena ma za sobą już 15 lat intensywnej kariery. Zarobiła na korcie niemal 20 mln dolarów, wystąpiła w 36 finałach cyklu WTA, z czego 15 wygrała. Ostatni duży tytuł zdobyła w Indian Wells 2010. Dwa lata temu, też w Kalifornii, miała drugą szansę, lecz Rumunka Simona Halep okazała się lepsza. Od 2015 r. sukcesów w zasadzie już nie ma, a te zapisane pochodzą z małych imprez w Azji. „Wydaje mi się, że podstawowy problem naszego sportu polega na tym, że sezon jest stanowczo zbyt długi. Trwa non-stop od stycznia aż do grudnia. Każdy rok przynoszący dobre wyniki nakręca taką osobliwą spiralę. Im więcej wygrywasz, tym większy masz apetyt na kolejne zwycięstwa. Gonisz za nowymi sukcesami i jednocześnie bronisz wyników sprzed roku. W efekcie zaczynasz grać więcej i więcej. Brakuje czasu na odpoczynek, nie ma też czasu na trening. Jeden sezon zlewa się z drugim. A gdy pojawią się jakieś kłopoty ze zdrowiem to robi się wówczas koszmarnie”.

Młodsza o 3 lata rodaczka Jeleny, też była liderka rankingu, Ana Ivanovic, w grudniu 2016 podjęła decyzję, że w wieku 29 lat kończy karierę. Uznała, że nie da rady wrócić do swej dawnej, wielkiej formy, a tak jak w ostatnich kilku sezonach grać dłużej nie chciała. W podjęciu tak trudnej decyzji pomogły jej niewątpliwie plany matrymonialne. Jankovic uważa, że nie jest jeszcze na tym etapie choć zdaje sobie sprawę, że kontuzje wykrzywiają dziś jej sportowy wizerunek. „Ludzie patrzą na moją sylwetkę i sądzą, że wszystko jest w porządku więc będę skuteczna jak dawniej. Tymczasem ja od pewnego czasu wychodzę na kort bez treningu i w marnej formie fizycznej. A potem niestety cierpię i przegrywam decydujące fragmenty spotkań niemal nie podejmując walki. Szamoczę się z tym wszystkim i chwilami już naprawdę nie wiem, co mam zrobić”.

Ludzie znający świat profesjonalnego tenisa mówią czasem, że rozgrywki są w tym sporcie niczym narkotyk. Wciąga – jak wiadomo – każda niemal rywalizacja, lecz tu akurat mamy do czynienia z czymś na kształt kuszącej, wodnej kipieli. Każdy kto raz wskoczy i nie utonie, potem zwykle nie potrafi przestać i powiedzieć po jakimś czasie, że już wystarczy. Większość uczestników nie umie sobie wyobrazić, że istnieje coś innego niż gra w tenisa. Wielu nie ma pomysłu, czym wypełni czas po odłożeniu rakiety. Dla osób młodych zawodowe turnieje to fenomenalne wejście w dorosłość i szybko osiągnięty dostatek. Tak po ludzku łatwo zrozumieć, skąd później ta niechęć, gdy zamajaczy perspektywa odejścia od suto zastawionego stołu. Problem z wyartykułowaniem słowa „dość” mają zwłaszcza starsi i utytułowani. Bo pod koniec kariery odzywają się zwykle różne kontuzje. Wiek i stan zdrowia podpowiada rezygnację, serce jednak sprzeciwia się rozumowi i każe szukać jakiejś dodatkowej szansy. Przypadek Rogera Federera mówi nam, że w takich sytuacjach nie ma jednego tylko scenariusza. Wystarczy porównać wyniki Szwajcara z sezonu 2013 i te z roku 2017. Eksperci powtarzają też, że tych największych nie powinno się ponaglać, bo oni sobie zasłużyli, aby kończyć na własnych warunkach. W tej sytuacji może i dla Jeleny Jankovic jest jeszcze cień nadziei…