Donna Vekic and Stan Wawrinka attends to the Mutua Madrid Open Party at Teatro Kapital in Madrid MaPoznali się bliżej w kwietniu 2015 roku, tuż po jego rozwodzie. Dwa miesiące później, na Roland Garros, on odniósł wielkie zwycięstwo, ona na stadionie Philippe Chatrier była atrakcją w boksie, non-stop przyciągając uwagę kamer. Po trzecim wielkoszlemowym tytule, nowojorskim, z 2016, prawie każde z historycznych zdjęć eksponuje identyczny motyw. Stan Wawrinka i Donna Vekic trzymają się za ręce, między nimi tkwi ogromny puchar. Kiedy trzy lata temu po dramatycznym finale z Rafą Nadalem Szwajcar sięgał w Melbourne po swą pierwszą wielkoszlemową koronę, od pół roku trwał jeszcze jej związek z innym tenisistą, Thanasi Kokkinakisem. Para ta zagrała miksta w Australian Open, spędzając razem wyjątkowo wiele czasu na kortach i poza. Podobne relacje nie są niczym szczególnym w tenisowym światku. O tej akurat świat się dowiedział, gdyż brutalnie i po chamsku szczegóły ujawnił inny Australijczyk, Nick Kyrgios.

 

Dwa ostatnie sezony dostarczyły wielu okazji do oglądania na trybunach młodej Chorwatki. Ładna blondynka, z lekko tajemniczym uśmiechem, efektownie ubrana, nieodmiennie zwracająca uwagę. Powstał stereotyp „dziewczyny ratownika”, postaci z plażowego przeboju „Wałów Jagiellońskich” i Rudiego Schubertha. Mimo wielu dodatkowych informacji ludzie jakoś nie umieli sobie wyobrazić Vekic na korcie, w geście zwycięstwa. Ona sama – o czym dziś opowiada – miała spory problem z tą przylepioną etykietką. Nie kwestionowała faktu, że jest „przyjaciółką trzykrotnego mistrza wielkich turniejów”. Nie chciała jak on czekać na wielkie tytuły do 32-iego roku życia. Bolało ją szczególnie to, że nie umie nic dorzucić do zawodniczego dorobku. A przecież pięć lat temu poważni eksperci wymieniali nazwisko 16-latki z Osijeku jako przyszłej tenisowej gwiazdy. W roku 2012 w dalekim Taszkiencie, choć zaczynała od eliminacji, grała z Rumunką Begu pierwszy finał cyklu WTA. Tuż przed Wimbledonem 2013, na trawie Birmingham, był finał kolejny, z doświadczoną Hantuchovą. Mecz oglądała słynna Chris Evert i zachwycona namówiła swego ojca Johna, wybitnego trenera, na konsultacje szkoleniowe. W 2014 Donna przywozi z Kuala Lumpur pierwszy tytuł, ogrywa rywalkę z TOP 10, Cibulkovą. Potem, w 2015, zalicza jeszcze jeden finał w Taszkiencie i zapada wymowna cisza.

 

Niedzielny tytuł w Aegon Open Nottingham był jak grzmot z jasnego nieba. Dziesięć dni przed 21-szymi urodzinami mieszkanka Monte Carlo odprawiła pięć groźnych przeciwniczek. W półfinale dramatyczne i bardzo długie trzy sety ze znaną Czeszką, Lucie Safarovą. W finale znów horror i na koniec sukces z Johanną Kontą. Brytyjka to tegoroczna mistrzyni z Sydney oraz Miami, od jesieni 2016 nowa postać w elicie, a zarazem jedna z bardziej rzetelnych tenisistek czołówki. Miejscowi na pierwszy brytyjski tytuł na brytyjskich kortach czekają od wygranej Sue Barker w Brighton 1981. „Jeśli mam być szczera to wychodząc na kort nie liczyłam na to, że ją pokonam. Sobotni półfinał kosztował mnie za dużo energii. Po fatalnym otwarciu, a potem jednak wygraniu drugiego seta, z piłki na piłkę zaczęłam grać lepiej. Nie potrafię opisać, jak się teraz cieszę i jak mnie to zwycięstwo zmotywuje do dalszej pracy” – mówiła Chorwatka zaraz po finale. Była przez dwa sezony poza pierwszą setką rankingu, a teraz nagle poprawiła swoje najlepsze notowanie i została nr 58 WTA. Skądinąd wiadomo, że umie i lubi grać na trawie. Kto wie, czy czasem nie da o sobie znać podczas zbliżającego się Wimbledonu…

 

Donna pochodzi z usportowionej rodziny. Trafiła na korty w rodzinnym Osijeku mając 6 lat i dość  szybko stwierdziła, że to właśnie jest sport dla niej. Gimnastyka, którą początkowo uprawiała jakoś nie wzbudziła u niej aż takiego entuzjazmu. Ojciec Igor to piłkarz sprzed lat, który zawsze stał na bramce. Matka Brankica, z domu Szpironovic, zajmowała się lekkoatletyką, biegała przez płotki oraz na 100, 200 i 400 metrów. Pasją dziadka było łucznictwo, zaś babcia uczyła wf-u w szkole, a jednym z jej wychowanków był słynny chorwacki piłkarz Davor Szuker. Znajomość z gwiazdami sportu okazała się przydatna, gdy Vekic w młodym wieku wylądowała w Londynie, w grupie jaką dla niej i Borny Corica zorganizował menadżer Wawrinki, arystokrata z chorwackiej rodziny, Laurence Frankopan. Załatwił on szkoleniową opiekę ze strony Davida Felgate’a, kiedyś coacha Tima Henmana, potem konsultacje Ivy Majoli, mistrzyni Roland Garros 1997, Holendra Svena Groenevelda i nawet Nicka Bolletierego. Obecnie trenerem tenisistki jest mniej znany na tym rynku Nick Horvath.

 

Drugi w karierze tytuł Donny Vekic może się okazać zdarzeniem bez ciągu dalszego, ale też nie da się wykluczyć innego, optymistycznego dla dziewczyny scenariusza. W połowie 2015 głośno było o grupie młodych, jakie znalazły się w pierwszej setce WTA. Chodziło wtedy o Belindę Bencic, Darię Kasatkinę, Jelenę Ostapenko, Anę Konjuh, Naomi Osakę i Donnę Vekic. Dziś widać już jak różnie może być z taką szóstką. Szwajcarka trafiła do pierwszej dziesiątki, podbiła Eastbourne i Toronto, pokonała parę gwiazd, teraz jednak musi się leczyć i nie występuje. Łotyszka została sensacyjną triumfatorką Roland Garros. Rosjanka w tym roku wygrała dużą imprezę w Charleston. Druga z Chorwatek na razie ma na koncie jeden tytuł, Nottingham 2015. Japonka to mistrzyni mocnych odbić, lecz wciąż chwali się tylko tytułem z turnieju nadziei na koniec sezonu. Sport ma – jak się okazuje – własne scenariusze. Przyzwyczajenie podpowiada nam, że zdolne dziecko kroczy utartym szlakiem, od przedszkola, przez szkołę jedną i drugą, aż po studia. Na kortach porządek zdarzeń jest jednak inny. Ktoś długie lata nie umie zdać z klasy do klasy, potem nagle rusza w górę. Ktoś inny zaczyna od tego, że pewnego dnia zalicza celująco egzamin na wyższą uczelnię. Zdarza się jednak i tak, że po kilku latach nadziei przychodzi rezygnacja i pakowanie manatków.