TENNIS-FRA-OPEN-WOMEN„Poważnych kandydatek do tytułu Roland Garros jest w tym roku kilkanaście. Każdy kto zechce wytypować nazwisko mistrzyni musi najpierw dobrze się zastanowić”. Ponieważ podobne opinie można było usłyszeć przed Paryżem zarówno na kortach, jak i obok nich, trudno teraz mówić o zaskoczeniu. Mamy do czynienia z autentycznym przełomem w kobiecym tenisie. Od ćwierćfinału stało się jasne, że Puchar Susan Lenglen trafi do ręki którejś z ośmiu debiutantek. Tylko trzy z nich wiedziały, co to znaczy zagrać finał imprezy głównej. Tylko jedna szczęśliwie odnalazła drogę i powtórnie przeżyje wielkie emocje. Tąpnęło i to dość solidnie w obu klasyfikacjach. Zarówno tej kroczącej całorocznej, jak i bieżącej, zwanej wyścigiem do Singapuru. Do prestiżowej III i IV rundy dotarło wiele pań, niemal nieznanych dotąd na tym szczebelku. Gdy dodamy wyniki licznych konfrontacji pokoleniowych, końcowy wniosek może być jeden. Mamy do czynienia z autentycznym przełomem w kobiecym tenisie.

Ryzykownie jest pisać o wielkoszlemowej imprezie jeszcze przed meczem finałowym. Z drugiej strony w damskim tenisie tyle jest paradoksów, że jeden więcej nie zrobi różnicy. Simona Halep trzy lata temu była w Paryżu objawieniem, a w niezwykłej bitwie o tytuł z Marią Szarapową miała w III secie przewagę przełamania i zaraz ją straciła. Potem Rumunka, poza półfinałem US Open 2015, przerabiała spektakularne wpadki przy dużych okazjach. Teraz u bukmacherów była główną faworytką, lecz nie da się zapomnieć, że cudem pokonała w 1/4 Elinę Switolinę. Wyszła z wyniku 3:6 1:5, a seta dała jej piłka, staczająca się po taśmie na stronę Ukrainki. Wyróżnia ją gra kompletna i ładna dla oka, jednocześnie jednak bywa chimeryczna. Sporo mógłby o tym opowiedzieć Darren Cahill, australijski super szkoleniowiec. W przypadku Jeleny Ostapenko podstawowe argumenty są trzy: młody wiek, męska siła uderzeń oraz charakter. Łotyszka w czwartek przestała być nastolatką. Od Any Ivanovic w 2007 jest pierwszą tak młodą osobą w finale imprezy. Jej styl gry, podobnie jak zachowanie, bywa bezkompromisowy. Gdy wpada w trans i zaczyna częściej trafiać niż wyrzucać, nie bierze jeńców. Nie ma wtedy rywalki, która mogłyby ją zatrzymać. Wie już coś na ten temat np. Karolina Woźniacka. W sześciu grach Jelenie policzono aż 245 piłek skończonych bezpośrednio, czyli więcej niż elicie panów w pięciu występach. Tenisistka z Rygi wzbudza zachwyt patrzących, albo irytację. Na korcie w żadnym razie nie jest grzeczną dziewczynką i trochę w tym przypomina swą hiszpańską trenerkę, Anabel Medinę Garrigues. Tylko, czy patrząc na współczesny sport należy się z tego powodu krzywić i krytykować, czy raczej szukać zdolnych …naśladowców?!

Paryski mecz Simony Halep z Karoliną Pliszkową miał dwie stawki. Naturalnie sobotni finał, lecz także fotel liderki WTA. Tylko Rumunka albo Czeszka mogły od Angeliki Kerber przejąć pozycję nr 1. Ponieważ wygrała Simona nie jest przesądzone, czy Niemka straci prowadzenie. Aby tak się stało Halep musi jeszcze wygrać ostatni mecz paryski. W przypadku ewentualnego sukcesu w 1/2 Karoliny rozstrzygnięcie na jej korzyść w rankingu kroczącym nastąpiłoby natychmiast. Rumunka za to, ogrywając Czeszkę, zapewniła sobie fotel liderki The Race. Pisałem niedawno („Dysonans”) o różnicach, jakie wynikają z obu klasyfikacji na starcie sezonu. Od półmetka, a więc już po Roland Garros, te dwa obrazy zaczną się jednak pomału pokrywać, a różnice zanikać. Widać, które panie dominują na obu listach. Pierwsze dziesiątki różnią się teraz tylko trzema nazwiskami. W wyścigu to: Jelena Ostapenko, Kristina Mladenovic i Anastazja Pawliuczenkowa, w kroczącym: Angelique Kerber, Dominka Cibulkova i Agnieszka Radwańska. Wciąż wysoko jest Serena Williams, ale w dniu startu Wimbledonu (3 lipca) zacznie się jej ostry spadek. Zaobserwowaną na paryskich kortach tendencję dobrze określił w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego Piotr Woźniacki: „…te młode już idą, za chwilę podrą całą dzisiejszą dziesiątkę na strzępy”.

Znalezienie się w III rundzie, tam gdzie teoretycznie grać powinny tylko rozstawione, a zwłaszcza w końcowej szesnastce, czyli rundzie IV to spory wyczyn. W tym roku lista pań, które dokonały w Paryżu tej sztuki jest zaskakująco długa. Przyjemnie, że widnieje na niej 25-letnia Magda Linette. Poznanianka za Roland Garros, zwłaszcza za grę ze Switoliną, zebrała dużo zasłużonych pochwał. Cieszyć musi konsekwencja, z jaką Polka czyni postępy. Idzie tą samą drogą, jaką kiedyś z dobrym skutkiem wybrał Łukasz Kubot. Inne warte zapamiętania panie z III r. to pierwsza reprezentantka świata arabskiego, silna fizycznie Tunezyjka Ons Jabeur, 18-latka z USA Cici Bellis, 21-letnia Belgijka Elise Mertens i 22-letnia Niemka Carina Witthoeft. Krok dalej zrobiły w drabince dwie inne, ciekawe tenisistki. Super zdolna, lecz nękana dotąd kontuzjami 26-latka ze Splitu Petra Martic i młodsza o rok Veronica Cepede Royg z Paragwaju. Obie otarły się o ćwierćfinał, gdyż Chorwatka prowadziła w III secie ze Switoliną 5:2, a tenisistka z Asuncion mogła przełamać Pliszkową przy wyniku 4:4 w trzecim.

Turniej ułożył się oryginalnie. Na górze drabinki do IV rundy doszły panie starsze średnio o 2 lata od tych, które walczyły na dole. Potem baty zebrały niemal wszystkie doświadczone i utytułowane, otwierając drogę do finału młodym, albo tym ze średniego pokolenia. I to głównie przedstawicielki tych dwóch grup zadecydowały o końcowym obrazie imprezy. Paradoks wszakże polega na tym, że z towarzystwa starszych na koniec wyszła nastolatka, zaś z grona młodszych pani w wieku 25 lat. Tegoroczny Roland Garros to pierwszy od sześciu lat wielkoszlemowy turniej bez Sereny Williams. Wcześniej osiem startów bez jej udziału wygrywały kobiety, które dziś są na sportowej emeryturze, pracują jako trenerki, względnie zostały matkami: Justin Henin, Amelie Mauresmo, Kim Clijsters, Li Na. Patrząc na matkę Sereny oraz siostry – poza Venus, która ma geny ojca – trudno sobie jakoś wyobrazić kolejny jej powrót na korty. Szczególnie, że musiałoby to nastąpić po urodzeniu córki i już w wieku 36 lat. Z drugiej strony Amerykanka zaskakiwała tyle razy, że może to zrobić znów. Tak czy inaczej dla wyjątkowo licznej obecnie nowej generacji, tych nie nagradzanych dotąd zbyt często tenisistek, w Paryżu i nie tylko powstała ekstra okazja. Wygląda na to, że chyba wiadomo już, kto przede wszystkim będzie z niej korzystać.

Karol Stopa