2016 French Open - Day FifteenRoland Garros odbędzie się w tym roku bez udziału kilku znaczących gwiazd. Amerykanka Serena Williams jest w ciąży i do końca roku na pewno nie zagra. Rosjanka, Maria Szarapowa po karze za doping nie odbudowała rankingu, a specjalnego zaproszenia szef francuskiego turnieju jej odmówił. Białorusinka, Wiktoria Azarenka po tym jak została matką ostro ćwiczy, lecz na ten występ nie jest jeszcze gotowa. Szwajcar, Roger Federer postanowił nie ryzykować stanu zoperowanego kolana i konsekwentnie skreślił ze swego kalendarza wszystkie tegoroczne starty na ceglanej mączce. Tych różnych absencji – jak w każdej zresztą imprezie wielkiego szlema – będzie i jest dużo więcej. Bo tenisowa czołówka pań i panów mocno się nam ostatnio zestarzała, zaś dominujący obecnie siłowy styl gry i permanentny brak czasu na regenerację musi skutkować lawiną kontuzji. Czy to wszystko oznacza jednak, że nad Sekwaną nie ujrzymy tym razem wielkiego święta dyscypliny, a wyłonieni mistrzowie będą „gorszego sortu”?!

Podczas ostatnich mistrzostw Włoch jedną z ciekawszych postaci, nie tylko na korcie, lecz także w sali konferencyjnej, okazała się Mirjana Lucic-Baroni. Jako juniorka była przed laty wielką rywalką Magdy Grzybowskiej. Dziś w wieku 35 lat przeżywa kolejną tenisową młodość. Zapytana o Marię Szarapową i obecny status WTA Chorwatka skorzystała z okazji i z pozycji kogoś, kto miał kontakt z tenisistkami trzech przynajmniej generacji, przedstawiła własny punkt widzenia na współczesny wizerunek dyscypliny. Mówiła głównie o paniach, lecz jej opinia idealnie pasuje również do ATP: „Ludzie skłonni są narzekać nawet na słoneczne niebo. Gdy mamy kogoś dominującego nad resztą jest źle, bo on wszystko wygrywa. A jak akurat nie wygrywa to musi oznaczać, że stan tego sportu zrobił się fatalny. Poważny problem profesjonalnego cyklu polega dziś na tym, że koncentrujemy się obowiązkowo na jednej postaci. Wręcz żądamy supergwiazdy. A przecież wystarczyłoby lepiej się rozejrzeć i dostrzec, jak wielu doskonałych graczy wchodzi na korty. Objąć uwagą kilka takich postaci, nie jedną. Gdy włożysz do koszyka wszystkie kupione jajka i jedno ci się zbije powiesz, a co tam, nie ma tragedii. Dobrze byłoby tak właśnie patrzeć na obecny tenis. Przyglądać się komuś, kogo mam w koszyku, sympatyzować z nim, ale też dać mu trochę czasu, szansę przynajmniej na zrobienie wyniku. Tytułów wielkoszlemowych nie musi stale zdobywać jedna i ta sama osoba. Czy jak założy 73 korony będziemy szczęśliwsi? A może jednak większą frajdę zrobi nam sytuacja, gdy trzy różne postacie na przestrzeni trzech lat wygrają jeden wielki turniej?”

Obraz współczesnego tenisa tworzy wiele elementów. Ważne jest kto i jak gra, liczy się także to, jak ten sport jest dziś odbierany. Ludzi zainteresowanych tym co na kortach z grubsza da się podzielić na cztery grupy. Pierwsze dwie są o tyle znaczące, że wyróżnia je spora aktywność zachowań oraz liczebność. Chodzi tu o zagorzałych fanów konkretnych postaci z rakietą oraz o klientów zakładów bukmacherskich. Pierwsi gotowi są życie oddać za ukochaną tenisistkę czy tenisistę, a ich miłość do konkretnej gwiazdy – z jednej strony piękna, jak każde prawdziwe uczucie – łatwo przeradza się w agresję czy nienawiść, gdy powstaje jakikolwiek stan prawdziwego bądź urojonego zagrożenia idola. W przypadku ryzykujących stratę własnych pieniędzy ta agresja, szczególnie kiedy pomaga internet i media społecznościowe, potrafi się ocierać i o działania przestępcze. Obstawiający wyniki z kortów mają często sporą wiedzę o dyscyplinie, ale też wyróżnia ich rodzaj omnipotencji, która się nasila z każdym kolejnym trafieniem na kuponie. Grupa jest mocno zróżnicowana, ponieważ jej granice zaczynają się dziś za kulisami profesjonalnego tenisa a kończą w świecie ignorantów. Za to cel wszystkich tych postaci jest wspólny i wciąż ten sam: wygrać zakład za wszelką cenę. Grupa trzecia to ci postulowani przez tenisistkę z Chorwacji koneserzy dyscypliny. Często grali lub wciąż grają sami, na mecze patrzą z chęcią i robią to często, ktoś ich interesuje bardziej, ktoś inny mniej, generalnie ważny jest dla nich spektakl, przeżycie go, jakaś praktyczna wskazówka podpatrzona u tych lepszych. Grupa czwarta to widzowie okazjonalni, tacy przypadkowo obecni na stadionie bądź przed telewizorem. Kiedy coś ich zainteresuje mocniej bywa że przechodzą do jednej z grup wyżej wymienionych.

Szczęściem współczesnego tenisa jest niewątpliwie fakt, że posiada on wciąż dość liczną widownię, gotową zapełniać wielkie trybuny bądź podnosić telewizyjną oglądalność. Kłopot zjawia się wtedy, gdy sobie uświadamiamy, co naprawdę nakręca teraz aż takie ludzkie zainteresowanie. Bo przecież na kortach przeciętny kibic szuka dziś dla siebie w pierwszym rzędzie albo ulubionej supergwiazdy, albo pewniaka na swój kupon, czyli takiego faworyta z gwarancją. I każdą inną opcją interesuje się raczej słabo. Kilka dni temu na Foro Italico Lucic-Baroni przekonywała nas tymczasem, że tenis był, jest i będzie. Bo przecież istniał jeszcze przed Steffi Graf i poradzi sobie również wtedy, gdy za chwilę zakończą swe kariery Serena Williams, czy Roger Federer. Zabrzmiało to tak, jakby chciała nam powiedzieć: zainteresujcie się dziś grą, nie tylko gwiazdami czy kursem u bukmachera. Optyka oglądających to – zwłaszcza obecnie – wyjątkowo trudny temat. Doświadczona Chorwatka uznała, że jednak warto się nad nim pochylić. Czas pokaże, czy miała rację a ta gra o nieco inne spojrzenie na dyscyplinę warta świeczki. Najbliższa weryfikacja już podczas Roland Garros 2017.

Karol Stopa