maria_szarapowaNa kartkach tenisowego kalendarza w skali roku niewiele zostało dni nie naznaczonych osobliwą historią. Konkretne daty, zwłaszcza w trakcie turniejów wielkoszlemowych, wywołują z pamięci nawet po kilka ciekawych zdarzeń, albo też dają okazję do świętowania paru rocznic. Tegoroczny Roland Garros miesiąc przed rozpoczęciem przypomniał nam jeden zwłaszcza, ważny we Francji turniej. Chodzi o rok 1967 – charakterystyczny, bo ostatni przed erą tenisa open – i niespodziewany wówczas sukces Francoise Durr. Na początku czerwca minie równo pół wieku od jej zwycięstwa. Wyśmienita okazja, aby ożywić wspomnienia. We francuskiej federacji nikt nie miał wątpliwości, kto w tym roku powinien wręczać nagrodę główną, Coupe Susan Lenglen.

74-letnia obecnie Francoise Durr z wielu powodów była i wciąż pozostaje postacią osobliwą. Córka pułkownika, urodzona w Algierze i od najmłodszych lat spędzająca czas na kortach, w eleganckim klubie w Oranie. Ojciec był mistrzem Francji wśród wojskowych, a w Marsylii prezesem lokalnego związku. Matka klasyfikowana dość blisko krajowej czołówki. Rodzice na grę z nią czasu nie mieli, dlatego zwykle ćwiczyła sama. Odbijała godzinami na klubowej ścianie, albo w garażu ojca. Nosiła okulary, była niewysoka i drobna, z ciężką drewnianą rakietą miała problem. Nauczyła się odbijać w dziwaczny sposób. Patrzący z boku, przez ten styl, uznawali ją za beztalencie. Dziewczynka była jednak ambitna i miała serce do walki. Po juniorskim tytule w Paryżu zainteresował się nią prezes  federacji i, co było wówczas zaskoczeniem, oddał pod opiekę Simonne Mathieu, znanej u nas jako rywalka i partnerka deblowa Jadwigi Jędrzejowskiej.

Nie da się ukryć, że do sukcesu Francuzki na Roland Garros’ 67 przyczynił się – obok jej formy oraz  cech sportowego charakteru – także splot przypadków. Najskuteczniejsza wówczas tenisistka globu, Margaret Smith, sezon wcześniej postanowiła zakończyć karierę i w 1967 akurat brała ślub. W 1968 pod nazwiskiem Margaret Court Australijka wróciła, do zawodowych już wtedy rozgrywek, i dzięki fantastycznej kondycji oraz sprawności znów gromiła wszystkie rywalki. Z pań obecnych w Paryżu zawiodły faworytki: nr 1 Amerykanka Billie Jean King i nr 2 Brytyjka Ann Jones. Brazylijka Maria Esther Bueno (nr 3) grała z kontuzją i w ćwierćfinale nie wytrzymała trzech setów z Durr. W finale rywalką rozstawionej z nr 6 Francuzki była tenisistka australijska, nr 4 Lesley Turner. Mecz o tytuł zaczął się dziwnie, bo nawalił kolega sparringpartner i Francoise poszła rozgrzewać się na ścianie. Na Roland Garros już dawno temu ją zlikwidowano, lecz Durr często powtarza, że to był niedobry ruch FFT: „Bo betonowy mur to tak naprawdę wszystko, czego potrzebujesz zanim wyjdziesz do  rywala na korcie…”

Na stronie internetowej Roland Garros zamieszczono krótki archiwalny film z tego finału sprzed 50 lat. Samo wyszukanie w archiwum pożółkłej taśmy uważam za świetny pomysł, a jej udostępnienie tu akurat za strzał w dziesiątkę. Przydałoby się, aby zajrzały tam gwiazdy rozpaskudzone milionami dolarów, spojrzeli eksperci i kibice. Ten filmik uzmysławia, jak niewyobrażalnie zmieniła się nasza dyscyplina. Szybkość biegania po korcie niczym na zwolnionych klatkach. Kuriozalne uderzenia, do tego amatorskie wręcz techniki. Durr odbijała backhand na wysokości ramion, pomagając sobie krótkim ruchem nadgarstka. Serwowała na raty, zatrzymując kolejne sekwencje podania. Dziwnie trzymała rakietę, bo wskazujący palec był wyciągnięty na rączce zamiast ją obejmować. Instruktor, a potem trener Francoise, węgierski emigrant Joseph Stolpa próbował zmian, lecz zaraz dał spokój, bo efekty były fatalne. Panie w przerwie między gemami nigdzie nie siadały tylko stały obok stołka sędziego. Na korcie nie było ręczników i przebierania w piłkach tuż przed podaniem. Widać za to gratulacje od sędziego, który po ostatniej piłce schodzi ze stołka. Kilka sekund później zjawia się też grupka oficjeli, którzy tak po prostu wręczają puchar. Gdy zestawić z ceremonialnym bizancjum po każdym dzisiejszym wielkoszlemowym finale kilka refleksji wpada do głowy.

Ten film z 1967 roku uświadamia też, jaką bzdurą jest wybieranie sportowców wszech czasów, tzw. GOAT (Greatest Of All Time). Tenis, jak każda dyscyplina sportu, zmienia się co parę lat, tylko że my na ogół słabo te zmiany rejestrujemy, albo wręcz nie zdajemy sobie sprawy z ich rozmiaru. W roku 2011 komentowałem dla TVN legendarne mecze sprzed piętnastu i więcej lat. Na kilku byłem nie tylko duchem, ale też ciałem, i wówczas sądziłem, że oglądam kwintesencję najwyższej jakości, bo lepiej się po prostu nie da. Tymczasem przy odtwarzaniu starych nagrań szybkość i siła uderzeń moich dawnych idoli, Samprasa i Agassiego, okazywała się wręcz śmieszna wobec tego, co robią herosi współcześni. Patrząc z dzisiejszej perspektywy kogoś takiego jak Durr należałoby zatem za jej tenis wyśmiewać lub krytykować. Tylko że to szczeniackie rozumowanie i coraz częściej nawet dzieci już to rozumieją. We Francji aż do Mary Pierce 17 lat temu ta dziwacznie odbijająca piłki Francoise była ostatnią z trójkolorowych z tytułem zdobytym w Paryżu. W sobotę, 10 czerwca 2017 roku, po ostatniej piłce kobiecego finału, ona właśnie i nowy prezydent FFT, pan Bernard Giudicelli będą na Roland Garros głównymi mistrzami ceremonii.

Karol Stopa

18 maja 2017