448572.jpgPolska tenisistka, Marta Leśniak, wygrała w tureckiej Antalyi turniej cyklu ITF Women’s Circuit z pulą nagród wynoszącą 15 tys. dolarów. W profesjonalnym sporcie wart jest uwypuklenia każdy podobny wynik, niemniej tutaj akurat mamy do czynienia z sytuacją autentycznie wyjątkową. Po pierwsze i przede wszystkim ten sukces odniosła osoba, której nazwisko po sezonie 2005 znikło definitywnie z rankingu WTA. W ślad za tym przyszła wówczas informacja o zakończeniu kariery. Miesiąc temu wrocławianka skończyła 29 lat. Ludzie z jej najbliższego otoczenia wiedzą, że miała ostatnio czas pracy w banku, zajęcia trenerskie w akademii, założonej w rodzinnym mieście, ale też zdarzało się, że wychodziła z rakietą na kort, aby pograć tam dla siebie. No i wtedy zazwyczaj obserwatorzy z boku szeroko otwierali buzie, a wyniki wielokrotnie okazywały się dla młodszych rywalek wręcz zawstydzające.

Jest jedną z najzdolniejszych dziewczyn, jakie w latach powojennych przewinęły się przez polski tenis. Niestety może też śmiało kandydować do nagrody za najgorsze wykorzystanie swego talentu. Miała trzy latka, gdy ojciec, sam sportowiec, zaczął szukać dla niej właściwej dyscypliny. Woził na pływalnie, stoki narciarskie, korty. Przystanek znalazł w Krzyckim Klubie Tenisowym, u byłego reprezentanta kraju, Piotra Jamroza. To dokładnie tam trenowali także Michał Przysiężny i Łukasz Kubot. Marta zaczęła regularnie ćwiczyć w wieku 6 lat, a mając 12 zdominowała krajowe rankingi. W roku 2000 zespół KKT w składzie: Marta Leśniak, Aleksandra Muczke, Karolina Woźniacka i Sabina Lisicka zdobył złoto drużynowych mistrzostw Polski w kategorii skrzatek. W finale ekipa ta pokonała Nadwiślan Kraków, gdzie gwiazdami były siostry Radwańskie. Dwa lata później wraz z błyskotliwą Magdą Kiszczyńską Marta zdobywa dla Polski wicemistrzostwo świata młodzików. Dopiero przed rokiem Iga Świątek, Maja Chwalińska i Stefania Rogozińska przebiły ten wyczyn.

Indywidualnie aż do końca cyklu juniorskiego Leśniak kolekcjonowała cenne skalpy. Pokonała Anę Ivanovic, Dominikę Cibulkovą, Nicole Vaidisovą, Wiktorię Azarenkę, Michaelę Krajicek, Alisę Klejbanową, Jarkę Szwiedową i wiele innych, znanych potem tenisistek. Na listach ITF dla 18-latek doszła do miejsca nr 31, w rankingu WTA w tym samym sezonie 2004 do pozycji nr 445. Wygrała wtedy w czerwcu swe pierwsze dwa futuresy ITF, w Kędzierzynie Koźlu i holenderskim Alkmaar. Kto mógł przypuszczać, że na trzeci taki tytuł trzeba będzie czekać aż do kwietnia 2017?! Kłopoty z kolanami i kwestie sponsorskie to były dwa główne powody, dla których ta niesamowita kariera najpierw zwolniła swój bieg, a potem niestety się zatrzymała. Marta nigdy nie trafiła pod opiekę PZT Prokom Team, choć 13 lat temu niewiele miała w kraju poważnych konkurentek. Inną wizję miał wówczas Andrzej Gliński, jej menadżer, człowiek, który zrobił interes życia dzięki opiece nad Nadią Pietrową i który mocno pomagał naszej męskiej reprezentacji w Pucharze Davisa. Pamiętam rozmowy z Andrzejem o Marcie, jego błysk w oczach, gdy mówił o nadziejach z nią związanych. Niestety wszystko wskazuje, że w tym akurat przypadku instynkt go jednak zawiódł, zaś wybór własnych rozwiązań plus jej kontuzje dały na koniec fatalny efekt.

Dwa lata przed śmiercią Glińskiego Leśniak poprawia nieco stan swych kolan i wyjeżdża na studia do USA. Między 2008 a 2012 staje się niekwestionowaną gwiazdą Mustangów, tenisowej drużyny z Southern Methodist University w Dallas, st. Teksas. Nawet dziś przeglądając dokonania tenisistek uczelni w każdej niemal statystyce spotkać można nazwisko wrocławianki. Po skończeniu studiów i powrocie do Polski Marta co pewien czas pojawia się na krajowych imprezach, gdzie wciąż potrafi grać skutecznie. Rok temu w Zielonej Górze zostaje halową wicemistrzynią Polski i ociera o dziką kartę do turnieju WTA Katowice Open. Z grupą przyjaciółek z SKT Szczecin, a zwłaszcza Natalią Kołat, tworzy ekipę, która trzy razy z rzędu odbiera złote medale za drużynowe mistrzostwo kraju. Jesienią 2016 w Zawadzie pod Opolem próbuje szczęścia w eliminacjach challengera ITF. Pierwszy mecz przegrywa minimalnie więc w tym roku od kwietnia gra już szczebelek niżej, w turniejach z najniższą pulą nagród, czyli 15 tys. dolarów. Najpierw w Chorwacji, ostatnio w Turcji.

Ogromny szacunek i podziw musi budzić to, co Marta robi obecnie. Od lat powtarzam z uporem, że w tenisie każda kariera przypomina skomplikowaną wędrówkę przez labirynt. Czasem wystarczy jedna zła decyzja, wybór nie tego co trzeba trenera czy opiekuna, albo jakiś niespodziewany uraz i za moment marzenia o znalezieniu właściwej drogi można wyrzucić na śmietnik. Wrocławianka miała w swym życiu wiele sytuacji, jakie się nie powinny przydarzyć, a jednak do nich dochodziło. Kilka lat temu opowiadała młodej dziennikarce, Natalii Gawrońskiej, jak przez omyłkę wsiadła raz w pociąg do Genewy zamiast do Genui, albo jak ją kontrolerzy w bydgoskim tramwaju zgarnęli tuż po wejściu do wagonu, nim zdążyła sięgnąć do kieszeni po bilet. W naszym życiu nie zawsze dzieje się tak, jakbyśmy tego chcieli, albo idealnie według naszego planu. Wspaniali są ci, którzy nawet gdy na jakimś etapie coś im nie wyszło, potrafią szukać swego wbrew wszystkiemu i wszystkim.

Karol Stopa