13 jähriger MODEL RELEASED spielt Tennis in Hamburg 22 08 2016Na kortach szykuje się rewolucja profesjonalnych rozgrywek. Ponieważ zapowiadane zmiany mają dotyczyć nie wierzchołka, lecz fundamentów tenisowej piramidy, wystrzału z „Aurory” nie należy oczekiwać, zaś osoby z zewnątrz nowości mogą nawet nie zauważyć. Niezależnie od tego, pomysły przyjmowane dziś do realizacji wyglądają na ważne, a na pewno perspektywiczne. Czy przyniosą spodziewaną poprawę – można dyskutować. Działacze są pełni entuzjazmu, zaś u tych najstarszych uczestników rozgrywek przeważa sceptycyzm.

Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) postanowiła, że zmieni początek zawodowych karier w tej dyscyplinie sportu. Od sezonu 2019 ma się pojawić ITF Transition Tour, a więc ogólnoświatowy cykl przejściowy. Będzie to dodatkowe sito, odsiewające nadmiar kandydatów. Ludzie z federacji przez trzy lata śledzili uważnie ścieżki zawodowych karier. Zajrzeli do bazy danych z lat 2001-2013 i zanalizowali tam 50 tys. rozmaitych przypadków. Przyglądali się ostatnio rozgrywkom juniorskim i tym z najniższego szczebla ITF Pro Circuit (Level I). Wyliczyli, że o spore pieniądze, jakie leżą na kortach, starało się łącznie niemal 14 tys. osób, z czego jednak blisko połowa nie zarobiła nawet centa. O tych dziwnych proporcjach w cyklu ATP pisałem dwa miesiące temu („Złoty pociąg”). Teraz się okazało, że z perspektywy ITF ten podział na bogatych i biednych wygląda dużo ostrzej. Kierownictwo ITF doszło do wniosku, że pora zmienić cały model rozgrywek. Profesjonalistów może być maksymalnie: 750 kobiet i 750 mężczyzn. Cała reszta musi próbować się dostać do tej grupy. Manewr ma uzdrowić sytuację i oczyścić przedpole. Sprawić, że zwłaszcza młodzi-zdolni, ale także ci autentycznie zainteresowani karierą, szybciej i częściej będą korzystać z powiększanej ostatnio puli nagród najniższego szczebla rozgrywek.

Wielką zaletą ITF Transition Tour powinna stać się regionalizacja. Turnieje takie mają się odbywać na całym świecie jedynie w strukturach lokalnych, co faktycznie może zredukować zarówno koszty graczy z danego terenu, jak i organizatorów imprezy. Cykl przejściowy, co wynika z komunikatu ITF, ma wkrótce zastąpić turnieje znane dotąd jako futuresy, z pulą nagród na poziomie 15 tys. dolarów. Celem rywalizacji będą tam punkty, lecz nie te dające jakieś miejsce w klasyfikacji ATP albo WTA, a do nowego rankingu ITF Entry Points, przepustki do rywalizacji zawodowej. Z jednej strony jest to pomysł, który przypomina trochę system z rozgrywek piłkarskich. Wiadomo, że aby znaleźć się w ekstraklasie trzeba najpierw wyjść z rozgrywek wojewódzkich, potem z II ligi, na końcu z I. Z drugiej strony, tej tenisowej, rodzi się na razie mnóstwo wątpliwości. Skoro z cyklu przejściowego masz awansować do wyśnionej 750-tki, ktoś inny powinien z niej wypaść. W komunikacie jednak ani słowa na ten temat. Nic też nie wiadomo, czy ITF Transition Tour zaoferuje nagrody pieniężne. O ile nie, to dla zdolnych juniorów nie będzie żadną pomocą czy ułatwieniem. Po prostu pojawi się konieczność gry za swoje jeszcze przez jakiś czas.

W informacji ITF wielokrotnie użyto słowa „restrukturyzacja”. Polacy, zwłaszcza ci starsi, mają złe skojarzenia, gdy słyszą to hasełko. Mnie akurat przypomina się stary dowcip o facecie, który idzie ulicą z workiem zarzuconym na plecy i co jakiś czas wywija nim nad głową. „Po co tak machasz?” – pyta spotkany kolega. „Mam w worku szczury” – słyszy. „Gdy mnie gryzą w plecy robię im taką restrukturyzację i na jakiś czas mam spokój.” Początki prywatyzacji w naszym kraju, słynne zmiany makroekonomiczne miały dzięki restrukturyzacji przynieść ogromną poprawę, a kończyło się wtedy zwykle tak, że ludzie tracili pracę. Współcześnie, w dobrze zarządzanych firmach, restrukturyzacje przeprowadzane mądrze istotnie przynoszą poprawę efektywności. Czy tak właśnie będzie z nową reformą, proponowaną przez ITF? David Haggerty, prezydent federacji, stawia kilka ważnych tez. Podkreśla, że kilkanaście tysięcy na starcie poprzedniego sezonu to stanowczo za dużo. Trzeba ten stan radykalnie zmienić i skrócić drogę od juniora do zawodowca. Wytyczyć nową ścieżkę, łączącą dostępność z ponoszonymi kosztami. Nie zgubić nikogo zdolnego z najmniejszego nawet kraju i dać mu szansę rozpoczęcia podróży w stronę setki rankingu. A z drugiej strony umożliwić młodym ludziom obiektywną ocenę własnych możliwości. Bo, jak się okazuje, czasem chęci i spore nakłady obiektywnie nie dają szansy na oczekiwany wynik.

Nie ulega wątpliwości, że to wszystko, co dzieje się poniżej ATP i WTA, na poziomie cyklu ITF Pro Circuits, to jest jednak dość dziwny świat. Wiele postaci przypadkowych, wielu pół-emerytów nie do końca zdecydowanych, czy mają wciąż ochotę na regularne występy. Wtajemniczeni szepczą o tym, jak wiele tenisowych patologii tam właśnie ma swój początek. Ile złego, lecz także ile dobrego można wygenerować, zarządzając odpowiednio tym szczeblem. Zewsząd słyszymy narzekania na brak tenisowej młodzieży, na to że się długo przebija i nie umie przeciwstawiać wielkim mistrzom. Czy jednak aby na pewno jest to skutek określonego systemu rozgrywek? Czy czasem nie używamy tłumaczeń typu rąbek spódnicy, który przeszkadza marnie tańczącej? Do Polski ze specjalną wizytą przyjeżdża prezydent ITF, Amerykanin David Haggerty. Fantastyczna okazja, aby mu postawić te i wiele jeszcze innych pytań, odnoszących się do przyszłości dyscypliny.

Karol Stopa