Bilder des Tages SPORT Evgeny Donskoy of Russia celebrates taking the second set in his match agai„Kto to do diabła jest” – pytali komentatorzy Tennis TV w gemie otwarcia, kiedy Jewgienij Donskoj zagrał dwa niesamowite, kończące forehandy. Za chwilę jednak ten słabo im znany Rosjanin stracił 13 kolejnych punktów, a potem seta. Wprawdzie okazji do zachwycania się Rogerem Federerem też nie było za wiele lecz zdaniem narratorów Szwajcar miał już ćwierćfinał w kieszeni. Przy 4:4 w drugim na centralnym w Dubaju nagle zgasł jeden z wielkich reflektorów. Tuż przed tie-breakiem egzaltowana Annabel Croft opuściła stanowisko komentatorskie, by w tunelu czekać na wywiad ze swym idolem. Włączała mikrofon, kiedy outsider nagle obronił trzy meczbole i wyrównał wynik w setach. Croft wróciła więc do kolegów i z emfazą tłumaczyła ten dziwny zwrot. Gdy w III zrobiło się 5:2 dla Federera Croft kolejny raz znikła, tym razem już do końca. Donskoj tymczasem kolejny raz zrobił jej na złość i wygrał 4 gemy z rzędu. Prowadził 6:5 i serwował, lecz nie wytrzymał presji. Podanie oddał do zera, a w tie-breaku zrobiło się 1-5. I wtedy znów dał o sobie znać ten forehand Rosjanina. Uderzając w stylu: wszystko, albo nic i korzystając z dziwnych błędów rywala Jewgienij wygrał pojedynek, w którym nie miał żadnych realnych podstaw, by marzyć o sukcesie.

Trudno znaleźć odpowiednie słowo dla oddania nastroju chwili. Na zdjęciu, zrobionym po ostatniej piłce w loży dla VIP-ów, posiwiali milionerzy i ich małżonki, wyglądają jak ludzie, których właśnie poinformowano, że stracili cały majątek. Skompromitował się magazyn „Tennis”, kupiony wczoraj za 8 mln $ przez stację „Tennis Channel”. Amerykańscy fachowcy dali wersalikami tytuł: „Federer blows three golden opportunities in stunning loss to Donkey in Dubai”. Faktem jest, że faworytowi zdmuchnęło sprzed nosa trzy złote okazje, lecz zrobił to akurat nie osioł (donkey) tylko tenisista o nazwisku Donskoy (transkrypcja  angielska). Błąd zaraz poprawiono, lecz na rosyjskich portalach tenisowych, także na wielu europejskich, nie było ostatnio lepszej okazji do kpin. Miliony kibiców, światowe media, a w szczególności telewizyjni komentatorzy, dostali jeszcze jedną surową lekcję. Okazało się, że nawet genialne postacie dyscypliny – a taką jest niewątpliwie Szwajcar – miewają też swe dni zwyczajne, albo wręcz kiepskie. Przegrana w sporcie sama w sobie nie jest niczym niezwykłym, bo wpisuje się przecież w sens rywalizacji. Problemy nastręcza porażka człowieka, obdarzanego przez nas niezrozumiałym, boskim kultem. Bogowie wszak nie schodzą pokonani. A Federer, nawet po cudzie w Melbourne, dalej nie ma abonamentu na zwycięstwa…

Donskoj jest czwartym Rosjaninem, który zdołał pokonać Federera. Cztery razy dokonał tej sztuki imiennik z Soczi, Kafelnikow, po dwa razy wygrywali Marat Safin i Nikołaj Dawidienko. W turnieju Dubai Duty Free Tennis Championships miał ranking nr 116 ATP, a awans do ¼ oznacza dla niego powrót do pierwszej setki, z której wypadł jesienią 2016. Trzy razy dotąd kończył sezon w tym elitarnym gronie. Ma opinię specjalisty od challengerów, bo występował w imprezach tej rangi trzy razy częściej niż w cyklu głównym, a w 15 finałach zdobył tam aż 9 tytułów. Szczyt szczęścia w ATP to był dotąd półfinał Pucharu Kremla w 2015, przegrany z Marinem Cilicem. Największy turniej w Rosji, na dodatek odbywający się w jego rodzinnym mieście, zawsze go osobliwie przyciągał. Debiutował tam jako podający piłki, potem sześć razy odpadał w I rundzie, w końcu uzyskał wartościowy wynik.

Nazwisko Donskoj wywołuje w Rosji skojarzenia ze światem władzy. Najsłynniejszy był dotąd wielki książę moskiewski, Dmitrij Donskoj, człowiek który w XIV wieku odegrał ważną rolę w historii tego kraju. Żenia jest moskwianinem, lecz jego familianci nic nie wiedzą o tej akurat linii heraldycznej. Ojciec i matka zajmują się prywatnym handlem, jeden brat pracuje w fabryce, a drugi założył własną firmę. Jako nastolatek mieszkał z rodzicami w Elektrostali, mieście w obwodzie moskiewskim. Potem oni pojechali do Anapy, nad Morze Czarne, gdzie zbudowali sobie piękny dom, a on wrócił do Moskwy i zamieszkał z babcią, swym najwierniejszym kibicem. Na grę w tenisa namówiła go nauczycielka angielskiego. Początkowo, tak jak kiedyś ojcu, wcale mu się na kortach nie podobało. Tyle że tata po przejściu naboru zrezygnował, a on tam pozostał. Pasjonował go raczej hokej i piłka nożna, a na podwórku chłopcy wołali na niego „Romaszczenko”, ponieważ przypominał futbolistę z Białorusi, grającego w moskiewskim Dynamo. Potem treningi z rakietą mocno go jednak wciągnęły.

Jako junior w 2008 doszedł do pozycji nr 20 w rankingu ITF. Najlepszy jego rezultat to ¼ Roland Garros 18-latków z Tajwańczykiem Yangiem. Na kortach CSKA pomagał mu wtedy świetny kiedyś deblista Andriej Olchowski, jeździł też do Austrii na treningi z Anatolijem Lepioszynem, byłym coachem Kafelnikowa. Potem zgłosił swoje usługi Marat Safin, który miał jednak dość osobliwe, gwiazdorskie podejście do problemów młodego tenisisty. Gdy przyszły kontuzje Jewgienij został sam i wyraźnie się pogubił. Epizody z trenerami zagranicznymi niewiele wniosły. Nową jakością od grudnia 2014 okazała się za to praca z weteranem dyscypliny Borysem Sobkinem, długoletnim współpracownikiem Michaiła Jużnego. Rok temu powstał nawet trzyosobowy team treningowo-startowy. Teraz okazuje się, że na tych wspólnych zajęciach skorzystał zarówno kończący pomału swą przygodę z rakietą Jużnyj, jak i niepoukładany technicznie Donskoj.

Przez całą karierę nie należał do tenisistów przesadnie pewnych siebie. Miał wielki szacunek dla gwiazd i krytykę wobec tego, co sam potrafi. Wyjątkowo długa jest lista spotkań, jakie wypuścił z ręki, nie wykorzystując pojawiających się szans. Dopiero niedawno zaczęło się to zmieniać. Rok temu podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio obronił dwa meczbole i pokonał 36 76 75 Hiszpana, Davida Ferrera. Teraz w Dubaju odniósł pierwszy sukces z graczem TOP 10 po obronie trzech meczboli. Wielki wynik, który jednak w dłuższej perspektywie nie musi niczego oznaczać. Z Dubaju wyruszy teraz w stronę Azji, na challengery, a nie do USA na prestiżowe imprezy w Indian Wells oraz Miami. Gdy przyjmowano zgłoszenia nie miał rankingu na ATP Masters 1000, z kolei eliminacji w Stanach wolał nie ryzykować. Za nieco ponad miesiąc kończy 27 lat. Nie lubi swoich urodzin, lecz ich datę, 9 maja, czyli Dzień Zwycięstwa, jak niemal wszyscy Rosjanie świętuje w sposób pryncypialny. W tym roku zapewne bardziej uroczyście.

Karol Stopa