161010 SHANGHAI Oct 10 2016 Rafael Nadal of Spain attends a press conference PK PressekonPachnąca świeżością akademia Rafy Nadala w Manacor gościła w tych dniach dość ważną imprezę. Po raz 89. doszły tam do skutku tenisowe mistrzostwa Hiszpanii. Kibicom być może zdziwionym przedświątecznym terminem turnieju wyjaśniam, że to jednak żadna nowość. Federacja RFET od wielu lat organizuje „Campeonato de Tenis Absoluto” grubo po sezonie. Pisałem już kiedyś, że tak postępuje teraz większość europejskich związków, ponieważ to jedyny rozsądny sposób łączenia rozgrywek profesjonalnych z czymś, co przez lata tworzyło lokalną tradycję dyscypliny. Tylko u nas jeszcze tego nie zauważyli. W PZT, niestety, nie tylko na tym polu groch o ścianę…

Mistrzostwa na Majorce to świetna okazja, by zadumać się przez chwilę nad stanem hiszpańskiego tenisa. W odniesieniu do tej akurat nacji przyzwyczailiśmy się, by stale mówić o potędze. Genialni gracze, armia świetnych trenerów, setki szkół i akademii, do których warto wysyłać utalentowane pociechy. Tymczasem wiele wskazuje, że złota era ludzi z półwyspu Iberyjskiego dobiega właśnie końca. „To jest coś, z czym trzeba się pogodzić. Nasz tenis nie będzie bez przerwy odnosił samych  sukcesów. Identycznie stało się zresztą z hiszpańskimi piłkarzami, albo koszykarzami” – mówił niedawno w Londynie 35-letni Feliciano Lopez.

Po niesamowitej dominacji, trwającej ponad dekadę i ozdobionej pięcioma tytułami, zdobytymi w okresie 2000-2011, dwa lata temu Hiszpanie wypadli nagle z Grupy Światowej Pucharu Davisa. Wrócili teraz po barażu z Indiami, lecz trudno nie zauważyć, że ten sukces przyniosło im dopiero wyciągnięcie z lamusa wszystkich starych armat. W nowym cyklu zaczną od wyjazdu do Chorwacji i tam już nie pójdzie tak łatwo. Indywidualnie wydaje się, że wszystko jest jak dawniej, czyli pod kontrolą. Na koniec roku sześć hiszpańskich nazwisk w drugiej setce ATP, dziesięć w pierwszej, jedno w dziesiątce. Problem w tym, że ci na samej górze mocno się jednak postarzeli, a zaledwie trzech z tej grupy to osoby poniżej 30-tego roku życia. Dwaj najmłodsi: 25-latek Pablo Carreno Busta i 28-latek Albert Ramos Vinolas byli zresztą głównymi gwiazdami mistrzostw na Majorce. Oni plus 28-letni Roberto Bautista Agut występują obecnie jako młode kadry. Bo ci autentycznie młodzi są jednak dość daleko w rankingu ATP. Pierwszy nastolatek: Jaume Munar 290., drugi: Pedro Martinez Portero 305., następni: Carlos Taberner 312., Alvaro Lopez San Martin 353. Jak na razie żaden z nich niczego spektakularnego nie dokonał, zatem wątpliwe, aby te nazwiska funkcjonowały już w pamięci kibiców.

Tradycyjnie trudno tu wskazać jedną przyczynę stanu rzeczy. Być może mamy do czynienia z powtórką zjawiska, jakie niedawno przerabiali Amerykanie. Wielcy, starzy mistrzowie zamiast wychowywać następców i rzucić się w wir szkolenia, raczej odcinają się dziś od pracy na korcie. Wybierają wygodne życie bogatych emerytów, wygłaszających swoje teorie z telewizyjnej trybuny, metodą ex cathedra. Harówkę treningową zostawiają innym. Po stronie kandydatów na przyszłe gwiazdy mamy z kolei do czynienia z wyraźnie gorszymi rocznikami. W Hiszpanii podkreśla się, że kiedyś do centralnego szkolenia trafiali przede wszystkim młodzi chłopcy z marnie sytuowanych rodzin, często tacy z niewielkich miasteczek czy wiosek. Wszyscy oni szukali drogi do sławy, za wszelką cenę chcieli się wybić, gotowi byli na każde poświęcenie. Dziś ta motywacja hiszpańskiej młodzieży wygląda całkiem inaczej, stąd wiele słynnych akademii wręcz opustoszało. Łatwiej tam dziś spotkać cudzoziemców niż tubylców. A na poziomie seryjnie granych w tym kraju futuresów i challengerów, zamiast o paśmie zwycięstw kogoś z grupy mniej znanych, słyszymy o gigantycznej aferze z ustawianiem wyników i 34 osobach z Hiszpanii zamieszanych w ten proceder.  O tempora, o mores – chciałoby się zakrzyknąć!

„Oczywiście zostaliśmy trochę rozpieszczeni. Ludziom w naszym kraju wydawało się, że będziemy występowali zawsze i wygrywali wiecznie. Mamy dalej fantastycznych tenisistów, ale niemożliwe jest przecież, aby każda kolejna generacja była taka jak nasza. Kibice raczej powinni pamiętać, jak długo potrafiliśmy utrzymać swój poziom, bo to akurat było nadzwyczajne” – tłumaczy Feliciano Lopez. I jeszcze podkreśla, że jego wielcy koledzy nawet z 30-tką na karku wcale się jeszcze nie poddali. „Większość z nas wciąż jest w dobrej formie fizycznej i zostało nam trochę energii na walkę z tymi młodymi. Myślę też, że w następnym roku wróci jeszcze Rafa”. Skądinąd wiadomo, że najsłynniejszy z Hiszpanów trenuje jak nigdy dotąd i ma nadzieję, że kontuzje wreszcie o nim zapomną. „Gotów jestem umrzeć, by móc znów zdobywać tytuły wielkoszlemowe” – tytułowe zdanie z wywiadu, zamieszczonego na łamach gazety „The Times”, brzmi dziś jak przestroga dla rywali. Znając tenisistę z Majorki trzeba go brać poważnie i nie spieszyć się ze skreślaniem gracza, kończącego obecny sezon na pozycji nr 9 ATP. Czas pokaże, czy faktycznie tych starszych stać na jeszcze jeden zryw, czy też trzeba będzie dłużej poczekać na kolejne, wielkie hiszpańskie sukcesy.

Karol Stopa