Barbora Strycova CZE TENNIS Finale Fed Cup FedCup FRA vs CZE 13 11 16 VirginieBouyer PUBLICzeskie tenisistki po raz piąty na przestrzeni ostatnich sześciu lat wywalczyły tytuł drużynowych mistrzyń świata. Podobnie jak rok temu w Pradze, z Rosjankami, tak i teraz w Strasburgu przeciw Francuzkom, nasze sąsiadki z południa zagrały wyjątkowo dramatyczny finał Pucharu Federacji. Na korcie o wszystkim ponownie rozstrzygał niedzielny debel. Kapitan Petr Pala znów okazał się mistrzem personalnych roszad. Dysponując bardzo szeroką kadrą kolejny raz dokonał właściwej selekcji, a dziewczyny na które ostatecznie postawił zagrały wręcz znakomicie przy tak odświętnej okazji. Barierę swych możliwości przekroczyła zwłaszcza jedna z nich, 30-letnia Barbora Strycova. W roli rezerwowej uratowała skórę koleżankom wygrywając ostatniego singla i wyrównując na 2:2, a potem w parze z Karoliną Pliskovą powtórzyła wyczyn sprzed roku w grze podwójnej.

Fenomen Czech w drużynowych rozgrywkach pań – o czym pisałem rok temu („Dynastia”) – polega przede wszystkim na tym, że zespół ma mocne, szerokie fundamenty, a mądry coach w odpowiedni sposób potrafi dokonywać wyboru. Gdy z jakiegoś powodu brak nagle w ekipie postaci uważanej za liderkę nie jest to nieszczęście i koniec nadziei. „Nie wiem, czy w nowym cyklu zagram w lutym w Ostrawie z Hiszpankami. To najpierw będzie zależało od kapitana, potem od mojej formy oraz zdrowia koleżanek. Ale jeśli tylko dostanę powołanie to wystąpię z ogromną radością” – mówi dziś na forum iSport.cz główna bohaterka reprezentacji. Strycova nie zapomniała sezonów 2011-2014 i dwóch konkretnych sytuacji, kiedy od tego samego kapitana dowiedziała się, że do jego ekipy nie pasuje, bo jest za słaba. „Mam opinię osoby pamiętliwej, a to co wtedy od niego usłyszałam bardzo mnie zabolało. Jednocześnie rozmawialiśmy ze sobą jak ludzie dorośli, a on mi wówczas zostawił małą furtkę. Wiedziałam, że muszę się najpierw poprawić. No i w Strasburgu, po sobocie spędzonej na ławce obok kortu, w niedzielę pokazałam, że nawet ktoś taki jak ja, mały kpiarz rozweselający na co dzień ekipę, potrafi stworzyć wielki spektakl”.

Pochodzi z Pilzna. Jako juniorka przez dwa lata rządziła rozgrywkami 18-latek, zdobywała tytuły wielkoszlemowe w singlu oraz deblu, wygrywała z takimi gwiazdami jak Szarapowa, Kirilenko czy Golovin. Zdobyty w 2002 roku tytuł mistrzyni świata i nr 1 w obu klasyfikacjach ITF pewnie długo jeszcze śnił się jej po nocach, gdy zaczęła starty zawodowe. Po dwóch latach weszła do pierwszej setki rankingu WTA, zagrała półfinał w chińskim Guangzhou, pokonała kilka znanych rywalek. Trzy kolejne sezony odsłoniły jednak wiele jeszcze braków malutkiej (164 cm), nerwowo na korcie reagującej Czeszki. Nastąpił więc ostry zjazd w klasyfikacji. W sezonie 2008 Strycova wraca do elity kobiecego tenisa, lecz cały czas ma problem z wdrapaniem się do pięćdziesiątki najlepszych. Pierwszy finał WTA w Pradze, w 2010, przegrany z Węgierką Szavay, rok później tytuł w Quebec City, finał w Palermo 2012 z Errani to niewątpliwie plusy z tego etapu jej kariery, choć wszystkie wyniki dotyczą akurat imprez małych. Wielki minus pojawia się w sezonie 2013. Wykryty w jej organizmie zabroniony stymulant skutkuje karą półrocznego bezwzględnego zawieszenia.

U sportowców, którzy są długo nieobecni z powodu ciężkich kontuzji często po powrocie następuje wstrząs i dochodzi do zaskakujących, pozytywnych zmian. U Barbory identyczny skutek wywołała nałożona kara. Tenisistka rozstała się z Jakubem Zahlavą, Niemcem z czeskiej rodziny, który długo był jej trenerem, a następnie mężem. Najpierw wygasła współpraca szkoleniowa, później doszło do rozwodu. Ona zatrudniła psychologa sportowego, nieco później dogadała się z trenerem Tomasem Krupą, który był akurat bezrobotny po rozstaniu z Tomasem Berdychem. Jak dziś twierdzi, były to dwie najlepsze dotąd decyzje w całej jej karierze. Na gruncie prywatnym zawarła bliższą znajomość ze starszym o 6 lat Davidem Krausem. Jest to u naszych sąsiadów znana publicznie postać: reżyser, aktor, muzyk, piosenkarz, autor tekstów, scenarzysta. Zarazem wielki ignorant w świecie sportu, stawiający pierwsze kroki jako kibic podczas wspólnych podróży na Wimbledon czy do Strasburga. Kiedyś głośno było o jego romansach z miss Słowacji, potem z miss Czech. Teraz David uczy się towarzyszyć obok kortu swej wybrance. Po meczu trochę się spierają, bo on pochodzi z literackiego domu i drażnią go wulgaryzmy używane w trakcie gry przez młodą kobietę. Ona najwyraźniej się na niego nie obraża i nawet próbuje wyciągać wnioski z tych krytycznych wypowiedzi partnera.

Pierwszym sygnałem, że idzie ku lepszemu był doskonały sezon 2014, ozdobiony ćwierćfinałem Wimbledonu, finałami Luksemburga i Birmingham, zwycięstwami w meczach z Li Na i Karoliną Woźniacką, zakończony na miejscu nr 26 WTA. Rok obecny jest jeszcze lepszy. Przyniósł po raz pierwszy drugą dziesiątkę rankingu i lokatę nr 19, finały w Dubaju i Birmingham, brązowy medal igrzysk w Rio za debel z Lucie Safarovą, no i kolejny sukces w Pucharze Federacji. Emocjonalna aż do bólu, czasem wręcz szalona na korcie, potrafi jednak grać tam niebywale skutecznie. Nie przez przypadek to ją wybrała na swą nową partnerkę po rozstaniu z Martiną Hingis słynna Sania Mirza. Barbora kupiła w tym roku w Pradze piękne mieszkanie i z wielkim pietyzmem wypełnia je teraz cennymi starociami. Z rzeczy nowych wciąż przybywa tam sportowych trofeów. „Zwłaszcza ten puchar ze Strasburga ma dziś dla mnie szczególną wartość. Zdobycie w meczu z Francuzkami dwóch ostatnich punktów było niczym zadośćuczynienie. Jestem z siebie dumna z tego powodu, bo zwłaszcza ten punkt w singlu był wyjątkowy”.

Koleżanki wołają do niej „Bara”, w internecie wśród kibiców funkcjonuje „Beezus”, nawiązanie do niesfornej dziewczynki z familijnej komedii filmowej. Lista jej dziwacznych kortowych wyczynów jest wyjątkowo długa, ale na szczęście nie ma potrzeby, aby teraz do niej wracać. Tym bardziej, że sama zawodniczka często podkreśla zmianę. Mówi, że im starsza tym mniej ma w sobie smarkatej Bary. Był czas, gdy unikała mediów i trudnych pytań o doping, albo o jej ojca, zatrzymanego za handel narkotykami i próbę transferu ogromnych pieniędzy przez jej konto. Pół roku po nawiązaniu znajomości z Krausem wiele spraw wygląda teraz inaczej, a w czeskich mediach Barbora stała się  wyjątkowo częstym gościem. Jest dowcipna, błyskotliwa, a zarazem sprawia wrażenie normalnej, młodej kobiety idącej po zakupy do sklepu. „Świętoszkiem na korcie nigdy nie byłam i dalej nie chcę nim być. Ale swych niektórych zachowań dziś się po prostu wstydzę, bo były debilne. Próbuję kontrolować też swe słownictwo, bo faktycznie jest czasem nieparlamentarne”. Wygląda na to, że i ta młoda kobieta, na szczęście, zmienną jest. Z upływem lat potrafi stawać się lepsza.

Karol Stopa