Stefanos Tsitsipas Gre TENNIS Wimbledon 2016 04 07 2016 TennisMagazine Panoramic PUBLICATIONxNNa pierwszych zajęciach w 02 Arena, kilka dni przed startem „Barclays ATP World Tour Finals”, to z nim odbijał Andy Murray. Wcześniej podobnie wykorzystali jego obecność tacy tenisiści jak Kei Nishikori, Gael Monfils, czy Dominic Thiem. Żartował sobie nawet, że zważywszy na wcześniejsze doświadczenia z największych turniejów, za moment będzie miał zaliczone mocne treningi z całą światową czołówką. Szefowie ATP wykonali w tym roku ważny gest i w ramach ułatwiania życia gwiazdom cyklu zaprosili na swój koszt do Londynu paru nastolatków, kandydatów do grupy „Next Generation”. Zjawił się Amerykanin Ulises Blanch, Kanadyjczyk Denis Shapovalov, Brazylijczyk Orlando Luz i on, Grek Stefanos Tsitsipas. Wyłącznie juniorska czołówka, a jeśli chodzi o ostatnią dwójkę to dokładnie były oraz aktualny lider klasyfikacji ITF dla 18-latków.

Nie ukrywam, szukałem okazji, by napisać o tym wysokim (193 cm), szczupłym chłopaku z Aten. Blond cherubinek ze złotymi lokami, który urodą, ale co ważne także stylem gry lekko przypomina najwyżej teraz klasyfikowanego nastolatka (24 ATP), Alexandra Zvereva. Stefanos w sierpniu tego roku wkroczył w pełnoletność. Wygrał w Wimbledonie debla, liderem singla został jednak głównie ze względu na wysoką średnią wyników, a nie jakieś szczególne wyczyny. W Melbourne i Paryżu był w ¼, w Londynie i Nowym Jorku zaliczył juniorskie półfinały. W rankingu profesjonalnym do elity brak mu wciąż 105 lokat. Dwie nastoletnie gwiazdy w pierwszej setce to teraz Zverev i Fritz, w drugiej są Tiafoe, Lee, Kozlov i Rubliow, w trzeciej jest jednym z jedenastu młodych śmiałków. W tym roku zaczął w końcu seryjnie wygrywać futuresy, a późną jesienią osiągnął w Maroku finały dwóch challengerów. U nas zapamiętano, że w półfinałach ograł tam po walce Kamila Majchrzaka. Niby już sporo, a jednak wciąż jeszcze nie za wiele na fanfary.

Grecja niespecjalnie kojarzy się z tenisem, raczej piłką nożną albo koszykówką. W Pucharze Davisa jest teraz na poziomie światowej IV ligi. Kiedyś toczyła boje z nami i czasem nawet je wygrywała. Z kortu przy ul. Myśliwieckiej zapamiętałem George Kalovelonisa grającego pięć setów z Fibakiem w roku 1983. Grek ożenił się potem z tenisistką z Rosji, Kariną Nazarenko, a ich 22-letni dziś syn, Marcos, uważany był w kraju za jeden z większych talentów. Brak jakiejkolwiek opieki i pomocy ze strony federacji sprawił, że dwa lata temu młody Kalovelonis przeniósł swe sportowe ambicje do ojczyzny matki. Ojca za karę pozbawiono funkcji kapitana drużyny narodowej. Ostatnia dekada na greckich kortach przyniosła więcej takich dziwnych sytuacji. Choćby Paris Gemouchidis, Dimitris Kleftakos, Alexandros Georgoudas, Charalampos Kapogiannis, Konstantinos Mikos, czy Theodoros Angelinos mogliby tu sporo opowiedzieć. Zmieniali kraje, obywatelstwa i pomysły na zaistnienie w tym sporcie, lecz z braku środków nie zrobili przepowiadanych karier. Tamtejsi kibice tymczasem  dalej śnią o kimś takim jak Marcos Baghdatis, syn Greczynki i emigranta z Libanu, który pod flagą Cypru doszedł 10 lat temu do finału Australian Open. Po cichu marzą sobie o chwili, gdy np. Nick Kyrgios i Thanasi Kokkinakis zniechęcą się do Australii i zechcą reprezentować kraj przodków. No i chuchają dziś na swą rakietę nr 1, właśnie Tsitsipasa.

Stefanos, podobnie jak jego dwaj bracia, 16-letni Petros i 11-letni Paulos, musiał trafić na kort. Miał wtedy trzy lata, rodzice byli instruktorami tenisa w luksusowym hotelu, a on tam zaczynał zabawy z rakietą. W wieku 6 lat brał już regularne lekcje, mając 8 pojechał do Francji na turniej. Jego mama, 52-letnia dziś Julija Apostoli, nazywała się kiedyś Julia Salnikowa i była córką znanego nie tylko w ZSRR piłkarza, złotego medalisty igrzysk w Melbourne. Klasyfikowana w dziesiątce radzieckiego tenisa, potrafiła pokonać na korcie Virginię Wade, Olgę Morozową czy Katerinę Malejewą. Rodzice poznali się na korcie. Tata Apostolos najpierw prowadził karierę matki, dziś jest coachem syna. Za młodu Stefanos uprawiał też chętnie lekkoatletykę i tenis stołowy. Trzy lata temu zrezygnował z uczęszczania do szkoły średniej. Ostatni rok nauki zalicza przez internet. Na korcie wyróżnia go dobra kontrola uderzeń. Plusy to ostry serwis i o dziwo klasyczny backhand, pięknie grany jedną ręką. Decyzję w tej sprawie podjął sam, gdyż nie podobały mu się oburęczne odbicia. Podczas meczu imponuje spokojem, więc jest raczej nietypowy, jak na południowca. Opanowanie popłaca, bo np. w tym tylko sezonie na 33 zagrane tie-breaki wygrał aż 26, co daje imponującą średnią. Za swego idola uważa Federera. Niedawno dostał od niego w prezencie najnowszy model rakiety, jaką Szwajcar reklamuje. Lubi też patrzeć na grę Wawrinki i Del Potro. Rok temu był tą drugą gwiazdą specjalnego meczu, jaki zorganizowała w stolicy jedna z greckich stacji telewizyjnych . Z Adelajdy jako gość główny dotarł wtedy Thanasi Kokkinakis.

„Z gwiazdami kortów jest czasem jak z autobusem – napisał ostatnio brytyjski dziennikarz Sam Barker. – Czekasz godzinami i nie przyjeżdża żaden. A potem nagle na przystanku meldują się od razu trzy.” Autor miał na myśli wyjątkowo długie oczekiwania kibiców z Peloponezu. Po latach posuchy sezon 2016 wreszcie przyniósł nadzieje na coś więcej. W świetle reflektorów znalazła się dwójka z Aten, opisany 18-latek Stefanos Tsitsipas oraz 21-letnia Maria Sakkari, która wdarła się do setki rankingu WTA. Tą trzecią jest 19-letnia Valentini Grammatikopoulou z Macedonii-Tracji, kompletnie nieznana jako juniorka, za to seryjnie zaliczająca finały turniejów ITF. W tym roku grała je aż osiemnaście razy, zdobywając 9 tytułów. Wprawdzie obu dziewczynom daleko jeszcze do sympatycznej Eleni Daniilidou, kiedyś nawet nr 18 listy WTA, ale jak tylko zdrowie pozwoli, kto wie. Tak czy inaczej na horyzoncie widnieją obecnie już trzy postacie, które na światowych kortach mogą pokazać, że potrafią grać w tenisa. Jest szansa, że przynajmniej jedna przestanie na tym polu udawać Greka…

Karol Stopa