Marion Bartoli TENNIS French Open Roland Garros 2016 Paris 27 05 2016 JBAutissier Panoramic PMistrzyni Wimbledonu sprzed trzech lat, Marion Bartoli, miała wystąpić obok Anne Keothavong w deblowym turnieju dla gwiazd specjalnie zaproszonych na trawniki All England Clubu. Tymczasem Francuzka na korcie się nie zjawiła, a u boku Brytyjki wystąpiła jej rodaczka, Melanie South. Biuro imprezy odmówiło wyjaśnień, zaznaczając tylko, że przyczyna absencji miała charakter medyczny. Niedoszła deblowa partnerka wspomina o ogromnym żalu jej koleżanki z kortu i o tym, że Marion rozważała wystąpienie z powództwem przeciwko londyńskiemu klubowi. „Tak naprawdę jednak ona tylko zna odpowiedź na pytania w tej sprawie” – wyjaśnia Keothavong. W BBC, gdzie Bartoli komentuje Wimbledon, na wszelki wypadek od okolicznościowych wypowiedzi odsunięty został John Inverdale. Dziennikarz ten w 2013 roku, na antenie Radio 5 Live, zrobił aluzję do jej wyglądu i nazwał mistrzynię „not a looker”. Po polsku powiedzielibyśmy… niewyględna.

Kto pamięta sylwetkę francuskiej tenisistki sprzed trzech lat, jej mocną budowę, zaokrągloną talię i  szerokie uda, od zawsze utrudniające szybkie bieganie po korcie, ten będzie miał obecnie problem z rozpoznaniem tej samej osoby. Rok po jej wygranej w Londynie miałem okazję kilka razy mijać Bartoli na korytarzach centrum telewizyjnego Roland Garros i za każdym razem łapałem się za głowę, jak sportsmenka może tak szybko aż tak się zaniedbać. Francuzka – przykro mi to napisać – wylewała się wtedy z dżinsów i miała kłopot z pokonaniem korytarza, a zwłaszcza schodów. Trzy miesiące wcześniej, w Madison Square Garden, podczas gry pokazowej Djokovicia z Murrayem w ramach Światowego Dnia Tenisa, w pewnej chwili Andy dał rakietę jakiejś kobiecie z pierwszego rzędu. Po paru odbitych piłkach nowojorska publiczność zorientowała się, że to nieprzypadkowa postać. Dopiero później w tej mocno korpulentnej osobie rozpoznano mistrzynię Wimbledonu.

Teraz, czyli 30 kilogramów później, Francuzka stała się zdecydowanie inną, jakby nową postacią. Jeszcze do niedawna tłumaczyła, że to efekt drastycznej diety, wyeliminowania z codziennego jadłospisu wielu popularnych produktów, plus pięć razy w tygodniu ciężkie treningi na różnych wymyślnych przyrządach oraz ze sztangą, do tego joga i jeszcze balet. Faktem jest, że wizerunek  tenisistki uległ całkowitej odmianie. Zapadnięte kości policzkowe, przeraźliwie chude ramiona i nogi, zaledwie 51 kg wagi i tylko 5 % tłuszczu w organizmie. Wszystko razem kojarzy się raczej z kimś chorym na anoreksję, nie z osobą, która się szykuje do kolejnych sportowych wyzwań. Bartoli tymczasem informowała świat, że dopiero teraz wróciła do swej normalnej, dziewczęcej, szczupłej sylwetki. „Jak zerkniecie na moje zdjęcia z tamtych lat nie będziecie mieć wątpliwości. Zmieniłam swój wizerunek, bo kiedyś na korcie potrzebna mi była siła fizyczna”.

O swych dokonaniach, związanych z wagą, mówiła z błyskiem w oku i czasem można było odnieść wrażenie, że jest to sukces na miarę, a może już nawet większy od tej słynnej wygranej z Londynu. Miała 8 lat, gdy napisała w liście do rodziców, że chce na prezent wimbledoński tytuł. W Auvergne, gdzie mieszkali, jak szalona ćwiczyła w garażu z maszyną do wyrzucania piłek. Robiła to od 5 roku życia. Ojciec, pan Walter, zawiesił lekarską karierę, aby jej pomóc. Wymyślał dziwaczne ćwiczenia, gonił do surowego, morderczego treningu. Po upływie 20 lat sen córki się spełnił. Po 40 dniach od tego momentu ona niespodziewanie postanowiła zakończyć karierę. Kontuzje ramion, kolan, łokci,  nadgarstków, plus codzienna walka ze strasznym bólem ułatwiły trudny krok. „Nigdy nie grałam na korcie dla pieniędzy więc choć było mi wtedy bardzo smutno, szybko podjęłam decyzję”.

Pochłonęła ją moda i różne projekty. Przyjmowała zaproszenia od stacji telewizyjnych, pojawiała jako komentatorka tenisa np. w BBC, ITV, Eurosporcie, ESPN, Fox Sport Asia i Sky Sports. Na co dzień zamieszkała w Dubaju, bo stamtąd wszędzie blisko. Tam ma swą bazę i spędza ważne święta. Planuje wzorem kolekcji Stelli McCartney dla Adidasa wypracować własną linię sportowych ubrań. Zafascynowana miliarderem Richardem Bransonem szykowała się we wrześniu do przedsięwzięcia, jakie organizują jego syn Sam oraz kuzyn Noah. Chodzi o Virgin Strive Challenge 2016, osobliwą zabawę dla super wytrzymałych na trasie od szczytu Matterhorn w Szwajcarii aż po wulkan Etna na Sycylii. Dystans, bagatelka, 2 tys. km, do pokonania pieszo, rowerem, wpław lub biegiem. Marion dla siebie wybrała przedział 29 dni na osiągnięcie celu. Próbując realizować te wszystkie pomysły  ćwiczyła ostatnio, trenowała i pracowała w wymiarze 16-17 godzin dziennie! Zawsze należała do osób, które nie przyjmują do wiadomości, że coś się nie da, albo że jest to zbyt trudne. Od Bransona przejęła zasadę „wchodź oknem kiedy Cię wyrzucają drzwiami”.

Jeszcze wczoraj francuska 31-latka określała samą siebie jako optymistkę, osobę bardzo szczęśliwą, gotową pomagać innym. Kerry Potter z „For You Magazine”, która w połowie czerwca opisała ten dziwny wygląd mistrzyni Wimbledonu 2013 i z której informacji tutaj skorzystałem, spytała lekarzy oraz dietetyków o wyniki odchudzania Bartoli. Wyrazili zaniepokojenie i zgodnie podkreślili, że dla kobiety zejście poniżej poziomu 15 % tłuszczu to sytuacja niebezpieczna. Pojawiła się też opinia, że trzeba uważać przy szybkim gubieniu kilogramów, bo wysokie tempo takiego procesu to zjawisko w organizmie niepożądane. Od tej cytowanej przeze mnie publikacji minęły zaledwie trzy tygodnie kiedy nagle na antenie ITV, w czwartkowym programie „This Morning”, Marion niespodziewanie wyznała, że walczy z tajemniczym wirusem, lekarze nie potrafią ani go rozpoznać ani sobie z nim poradzić i tak naprawdę to jest przyczyna wszystkich jej problemów. Stanowczo zbyt szybko traci wagę, nie może normalnie funkcjonować, boi się o swe życie, od poniedziałku zaczyna zamknięte leczenie specjalistyczne. Udanej kuracji i rychłego powrotu do normalnego świata, Marion! Takiego bez skrajności, ani w jedną, ani w drugą stronę!!

Karol Stopa