PARIS May 24 2016 Serena Williams L of the United States reacts after the women s singles firNajwiększe tenisowe gwiazdy rzadko kiedy miewają jakieś poważniejsze kłopoty na starcie imprez wielkoszlemowych. Typowe jest raczej to, co na dzień dobry proponowali w Paryżu choćby Novak Djokovic, Rafael Nadal, Simona Halep czy Agnieszka Radwańska. Z kolei za wyjątki uznać można zdarzenia z gier Andy Murray’a, Stana Wawrinki i Angelique Kerber. Mecz I rundy Roland Garros 2016 z udziałem Sereny Williams i Magdaleny Rybarikovej też zapowiadał umiarkowane atrakcje. Tymczasem na zamknięcie trzeciego dnia panie uraczyły stadion Philippa Chatrier widowiskiem, za jakie ktoś powinien zarumienić się ze wstydu.

Ponieważ na kort centralny skierowane są dziś oczy całego niemal tenisowego środowiska, a dzięki kamerom telewizyjnym widownia liczona jest już w setkach milionów, nie powinno być obojętne, jakiego rodzaju spektakl wystawiany jest na głównej scenie. Akurat ten wtorkowy wieczór był w Paryżu dość chłodny. Po występie najlepszego z tenisistów francuskich Joe-Wilfrieda Tsongi, który zaliczył pierwszą wygraną, emocje opadły, a trybuny opustoszały. Ci nieliczni, którzy zostali, mieli dylemat. W miarę upływu kolejnych minut wielu machało ręką i szło do domu, albo na inne korty. Bo tam na dole odbywał się cyrk raczej niż mecz. Do Amerykanki, obrończyni tytułu, nie da się zgłaszać pretensji, choć widać było, że jest poirytowana sytuacją, w jakiej się znalazła. Kłopot był ze Słowaczką. Wyraźnie kulała, nie była w stanie ugiąć kolan, nie ryzykowała biegania do piłek. W pozycji na baczność albo strzelała uderzeniami, albo grała dropszoty.

27-letnia Rybarikova ma opinię jednej z lepiej technicznie wyszkolonych zawodniczek. Trzy lata temu była nr 31 rankingu, zaliczała finały, nawet wygrywała mniejsze imprezy cyklu. Teraz coraz bliżej jej do końca pierwszej setki. Niestety od trzech lat tenisistka z Pieštan ma stanowczo za dużo problemów ze zdrowiem. W tym roku nieźle wypadła w Indian Wells, gdzie pokonała Gawriłową, Bencic i Vinci, lecz już w ćwierćfinale dostała tam tzw. rowerek od Wiktorii Azarenki. Po grze dopiero okazało się, że to 0:6 0:6 miało jednak związek z kontuzją nadgarstka. Magda zniknęła na dwa miesiące, a zaraz po powrocie, podczas imprezy ITF w Trnavie na początku maja, musiała zejść z kortu, bo odmówiły posłuszeństwa kolana. Po upływie zaledwie tygodnia z bandażami i opaskami wyszła na paryską arenę główną w pełni świadoma, że nie jest w stanie się poruszać i normalnie grać. Przynajmniej w części tak, jak naprawdę potrafi.

Przebieg meczu był tak nietypowy, że Serena zamiast odprawić rywalkę bez zdobyczy punktowych, podarowała jej dwa gemy. Nie miało to w sumie większego znaczenia, zresztą podczas konferencji prasowej nie padło ani jedno pytanie, dotyczące szczegółów z gry. Paradoksalnie Amerykanka po raz drugi w krótkim odstępie czasu znalazła się w podobnej sytuacji. Gdy atakowała ten czwarty w sezonie wielki tytuł na US Open 2015 – jak dziś wiemy, marsz po koronę był tam jednak nieudany – w prestiżowej wieczornej sesji, na wypełnionym Arthur Ashe Stadium dostała za rywalkę Witalię Diaczenko. Rosjanka też wyszła wtedy na kort z niewyleczoną kontuzją i po zaledwie 21 minutach, przy wyniku 0:6 0:2, poddała pojedynek. Rozeźlony tłum długo gwizdał, na drugi dzień media nie zostawiły suchej nitki na przegranej. Znany dziennikarz, Ben Rothenberg z „The New York Times” sugerował, aby nie wypłacać 39,5 tys $ , jakie Witalia powinna otrzymać za I rundę na Flushing Meadows. Na łamach „USA Today” zastanawiano się, jaką rolę odegrały w sprawie pieniądze. Ktoś podjął przecież decyzję, że zagra, a jednocześnie wiedział, że nie będzie w stanie, bo mu organizm odmówił posłuszeństwa. Zatem, dlaczego to zrobił i czy wyłącznie dla kasy? To co dla jednych jest kieszonkowym na waciki, dla innych stanowi połowę, względnie jedną czwartą kwoty zarobionej w rozgrywkach przez cały sezon. A przy sporych wydatkach na szkolenie, hotele, podróże, trenerów, fizjoterapeutów i opiekę medyczną istotna jest wówczas każda kwota.

W Paryżu ludzie z trybun szybko wydali werdykt przy pomoc nóg . Wiadomo, że nie chcą oglądać takich źle udawanych widowisk na korcie. Gorzej ze stacjami telewizyjnymi oraz ich transmisjami. Z jednej strony powinny one mieć wszelkie profesjonalne wymogi (komentarz, graficzne analizy, statystyki, eksperci), z drugiej chyba na to nie zasługują, gdyż ocieramy się wtedy o śmieszność. Gdy parę lat temu rozpoczęto absurdalne windowanie nagród w wielkich zawodowych imprezach zwracano uwagę na możliwość zachwiania proporcji do turniejów małych, tych z poziomu ITF. Nie powinno dochodzić do sytuacji, gdy ktoś z dolnych rejonów pierwszej setki rankingu zdziera dwie pary butów, wygrywa mocno obsadzony challenger WTA 125 K i dostaje za to wypłatę w postaci 17 tys. $, z kolei ktoś inny, podwieziony na kort w wózku inwalidzkim i drepczący w miejscu przez kilkadziesiąt minut odbiera za to 34 tys. $. Niestety, coraz częściej do takich właśnie sportowych niesprawiedliwości dochodzi i jest to wyjątkowo oburzające.

Nie zgłaszam tu pretensji do grających, bo każdy z nich ma swoją kalkulację i stara się postępować zgodnie z obowiązującymi przepisami. Skoro dają to biorę, mówią cynicy i trudno dyskutować z ich rozumowaniem. Gołym okiem widać jednak, że powstała luka w przepisach. Trzy organizacje, ITF, ATP oraz WTA, chyba nie dość wyraźnie określiły kwestię zdrowotnego dopuszczanie do gry. Opisano w regulaminie wiele sytuacji, a tę akurat zostawiono rozsądkowi ludzi zainteresowanych występem. Tenis to nie boks, sport walki bezpośredniej, na korcie nikt nie naraża swego życia. Co do szkodzenia własnemu zdrowiu to współczesnym trudno tego zabronić. W końcu co chwila i na każdym kroku robią to przy innych okazjach. Być może jest to poważne, nowe zadanie dla komórki medycznej i osób, których specjalnością były dotąd interwencje, a nie prewencja. Tak czy inaczej, z tym gorącym kartoflem trzeba pilnie coś zrobić. Bo mecze takie jak Sereny z  Magdaleną to gruby nietakt wobec wszystkich patrzących. Francuzi powiedzieliby: faux pas…

Karol Stopa