Novak Djokovic SRB Roma 11 05 2016 Foro Italico Internazionali BNL d Italia Tennis ATP Tennis HerWielu przeżyć dostarczył piątkowy ćwierćfinał na Foro Italico zagrany przez Novaka Djokovicia i Rafaela Nadala. Sam mecz trzymał mocno w napięciu przez prawie dwie i pół godziny, ale też był dość nierównym widowiskiem. Obaj pokazali w Rzymie akcje nadzwyczajne, przypominające o ich dominacji w profesjonalnym tenisie, zarazem po obu stronach siatki utrzymanie aż tak wysokiego poziomu przez czas dłuższy sprawiało panom kłopoty. Serb po raz kolejny tej wiosny przypomniał, że nie jest maszyną do odbijania piłek, a tylko człowiekiem. Choć organizm najpierw wyraźnie mu zgrzytał, uruchomił go w końcu na tyle, że wygrał także i tę konfrontację. Hiszpan im bliżej Roland Garros tym jest lepszy, zaś postęp jaki zanotował od stycznia czy lutego naprawdę robi wrażenie. Inna sprawa, że ten Rafa sprzed kilku lat raczej by nie wypuścił z ręki okazji ogrania tak ważnego rywala w jego słabszym dniu.

Od paryskiego finału w 2014 było to siódme z rzędu zwycięstwo Novaka, kolejny 14-ty i 15-ty set zapisany na jego konto. Tenisowi statystycy szaleją, bo pojedynki gwiazd to zawsze suta uczta, a tu na horyzoncie widać już nawet mecz nr 50. Na razie jest 26-23 dla Serba. Wśród fanów obu graczy – a zdecydowanie nie są to miłujące pokój obozy – sytuacja bez zmian. W końcu nie zdarzyło się nic takiego, co można by nazwać zaskoczeniem. Osobiście zapamiętam z tego spotkania jedną, za to dość oryginalną sytuację. Akurat nie miała związku z poziomem gry, dotyczyła regulaminu. Była ważna, bo omal nie przesądziła losów pierwszego seta na korzyść Nadala. Hiszpan prowadził 4:2, serwujący Serb – choć zaczął odbijać lepiej niż dotąd – nagle stanął przed groźbą utraty podania po raz drugi. Przy równowadze panowie zagrali dość długą, emocjonującą wymianę, a odepchnięty od siatki Rafa dopadł do loba i ostro uderzył na wprost. Piłka wylądowała tuż przy linii, od strony korytarza deblowego. Był kłopot z oceną, czy dotknęła białej plastikowej wstęgi, czy też nie.

Brazylijczyk Carlos Bernardes dziarsko zeskoczył ze swego stołka i dołączył do pochylonego już nad śladem Novaka. Arbiter wahał się długo, gdyż akurat w miejscu lądowania obraz kortu nie był  klarowny. W końcu orzekł, że piłka była styczna. Djokovic, choć innego zdania, nie protestował, nie podjął też dyskusji. Za moment energicznym zagraniem obronił także i ten break-point, a więc oddalił niebezpieczeństwo. Nim do tego doszło telewidzowie zobaczyli komputerową animację. Wynikało z niej, że arbiter się pomylił, bo zagranie Hiszpana było minimalnie na aucie. Cała ta historia na szczęście nie wpłynęła potem ani na wynik I seta, ani na losy meczu, niemniej wydaje się, że kilka ważnych osób z kierownictwa ITF, ATP czy WTA powinno obowiązkowo się nad nią pochylić. Od kilku lat słychać coraz głośniejsze protesty czołowych postaci obu cykli w kwestii używania systemu hawk-eye na kortach ziemnych. Założenie sprzed lat mówiące o tym, że na cegle te elektroniczne zabawki nie są potrzebne, ponieważ ślad piłki jest wyraźnie widoczny i można to zawsze łatwo sprawdzić wzrokiem, w praktyce turniejowej niekoniecznie się potwierdza.

Dziś jest tak, że system Hawkeye oficjalnie nie funkcjonuje na Roland Garros, a właśnie podczas tej imprezy konflikty związane z odnajdywaniem właściwego śladu i jego oceną przytrafiają się najczęściej. Nie dalej jak rok temu wielkie pretensje o brak urządzenia miała np. Francuzka Alize Cornet, podobne zastrzeżenia zgłaszały inne znane z kortów postacie. We wszystkich turniejach wielkoszlemowych poza Paryżem co roku przybywa kortów wzbogaconych o to udoskonalenie. W stolicy Francji na razie nie widać końca sędziowskiej zgaduj-zgaduli. Podejrzewam, że będzie tak do momentu, gdy zdarzenie podobne do opisanego przesądzi o losach jakiejś ważnej konfrontacji, na dodatek granej tam przecież zawsze o gigantyczne pieniądze. Doświadczenie uczy, że w takich sprawach dopiero głośna afera z udziałem znanych nazwisk budzi śpiących snem spokojnym panów działaczy. Paradoks tej historii polega jeszcze i na tym, że zarówno na Roland Garros, jak i w kilku dużych turniejach ATP i WTA granych na cegle (Monte Carlo, Madryt, Rzym) Hawkeye albo wręcz już na kortach istnieje, albo też nikt z organizatorów nie sprzeciwia się jego instalacji.

Środowisko sędziowskie też jest zdecydowanie za takim rozwiązaniem. W jednym z wywiadów mieszkająca obecnie w Melbourne słynna Greczynka, pani Eva Aseraki-Moore mówiła o tym, że początkowo jej koleżanki i koledzy trochę się tych elektronicznych weryfikacji obawiali. System pokazujący publicznie, że osoba na stołku popełniła błąd wielu arbitrów najpierw przerażał. „Dziś Hawkeye traktujemy jak ważną pomoc w naszej pracy. Można sobie w ten sposób ułatwić zadanie, sprawić, aby te nasze oceny były jak najbardziej sprawiedliwe. I dotyczy to każdej nawierzchni kortu, także tej ceglanej. A gdy zawodnik nas sprawdza mówimy sobie: dobrze, zobaczmy to razem. Gdy ma rację, trzeba umieć zachować twarz pokerzysty. I reagować normalnie: w porządku, gramy dalej!”.

Karol Stopa