Richard Gasquet Fra TENNIS Open Sud de France 2016 Finale Simple Montpellier 07 02 2016 JBDwie halowe oferty z Europy: francuskie Montpellier i debiutująca w tej roli stolica Bułgarii, Sofia, ponadto turniej w ekwadorskim Quito, na wysoko położonych kortach ziemnych oto oferta ATP zaraz po Australian Open 2016. Mamy sezon olimpijski więc w kalendarzu zrobiło się tłoczno, co nie zmienia faktu, że trudno dostrzec w tych propozycjach rękę zaradnego gospodarza.

Od dawna wiadomo, że rozgrywki tuż przed i natychmiast po wielkoszlemowym święcie to jest zabawa pod specjalnym nadzorem. Nie ma sensu mnożenie bytów, ponieważ tradycyjnie już zainteresowanie kibiców wyraźnie wtedy spada, a czołówka na ogół bierze sobie przerwę. Ani organizowanie imprez w tych terminach, ani też pokazywanie ich nie przynosi pożytku. Przy jedzeniu słodkich ciastek po prostu trzeba czasem robić sobie przerwę, bo inaczej grożą odruchy wymiotne.

Panie bez porównania roztropniej ułożyły swój kalendarz startów, bowiem tydzień po Melbourne został zdominowany przez rozgrywki drużynowe. Choć i tam zwracała uwagę absencja paru gwiazd mecze Fed Cup okazały się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Sobotnio-niedzielne gry przyniosły wiele niespodzianek, z moskiewską super sensacją na czele. Oto Holenderki, choć brakuje im w składzie zawodniczki z pierwszej setki, ograły oglądane rok temu w Krakowie Rosjanki!! Niemal wszystkim widowiskom towarzyszyła niezła frekwencja. Wszędzie też, już chyba tradycyjnie, wątki patriotyczne wypłynęły na pierwszy plan. W efekcie jedni przeżywali chwile wielkiej radości, inni smutku i …zejścia na ziemię. To ostatnie odnosi się, niestety, i do tenisowej reprezentacji Polski bez Agnieszki Radwańskiej. Na dalekich Hawajach okazało się, że jest to ekipa raczej z poziomu ITF, jaka może mieć kłopot z utrzymaniem się nawet na poziomie o szczebel niższym od obecnego. Na razie w rankingu państw Polki w pierwszej piętnastce zanotowały największy spadek.

Pod koniec tegorocznego Australian Open w świat pofrunęła informacja o nowych rozgrywkach, jakie mają ruszyć w 2017 roku. Pomysł zaczerpnięto z golfowego Ryder Cup, drużynowej batalii kontynentów. W przypadku tenisa ma to być wrześniowe starcie ekip reprezentujących Europę i resztę świata. Nazwa tej rywalizacji, Laver Cup, ale także jej organizatorzy, a więc firma Rogera Federera i Tony Godsicka, Team8, plus brazylijski biznesmen milioner Jorge Paulo Lemann, kiedyś grający w Pucharze Davisa, plus znane postacie australijskiego tenisa, od legendarnego Rodneya Lavera aż po dzisiejszych sterników federacji to są sygnały, że chodzi o przedsięwzięcie poważne. Trudno przy okazji nie zauważyć, jak niewiele wnoszą dziś do rozwoju dyscypliny najpierw działacze ITF, potem kolejni szefowie ATP i WTA. To w gruncie rzeczy bezmyślne dokładanie na talerz kolejnych kęsów w nadziei, że wszystko da się jakoś skonsumować. Tymczasem ci, którzy są posiłkiem najbardziej zainteresowani, zawodnicy i zawodniczki, od dawna żądają wręcz zmian w jadłospisie.

To nie przypadek, że pomysł Laver Cup tak naprawdę wyszedł od człowieka postrzeganego, jako jedna z największych postaci w historii dyscypliny. W sezonie 2014 Szwajcar wygospodarował ze swego kalendarza więcej czasu dla reprezentacji i przyczynił do historycznego, pierwszego dla kraju Pucharu Davisa. Przeżycia z tym związane i wnioski, jakie tenisista wyciągnął z tej przygody są dość oczywiste. Trzeba w rozgrywkach szukać nowych, innych formuł, bo nie sposób przez jedną czy dwie dekady, rok po roku, odbębniać przez kolejne miesiące wciąż te same turnieje. To przestaje pomału interesować zarówno odbiorców, jak i grających. Amerykańskie rozgrywki miast czy ligi hinduskie, na pierwszy rzut oka pomysły bez większych szans na szerokie audytoria, z sezonu na sezon zwiększają swój stan posiadania. Udział wielkich gwiazd plus jakiś tam element rozrywki daje im często lepszy bilans niż w przypadku wielu tych małych zawodowych turniejów, jakie czasem nie bardzo wiadomo dla kogo i po co są organizowane. Przykład Montpellier, Sofii czy Quito nasuwa się automatycznie, lecz tego rodzaju sytuacji w obu cyklach mamy przecież więcej.

Uważni obserwatorzy tenisowej sceny są zdania, że idea rywalizacji drużyn reprezentujących różne kontynenty napotka wiele poważnych przeszkód. Pierwszą zaporą mogą się okazać duże firmy menadżerskie, a zwłaszcza agencja IMG. Federer i Godsick to ludzie, którzy parę lat temu wyrwali się spod skrzydeł tej firmy. Teraz każdy pomysł Team8 to konkurencyjna idea do obowiązkowego zaatakowania. Trzeba pamiętać, że największa obecnie gwiazda męskiego tenisa, Serb Novak Djokovic, jest klientem właśnie IMG, co oznacza, że namówić go na występ u rywali łatwo nie będzie. Druga przeszkoda to ITF oraz jej nowy szef, David Haggerty. Amerykanin od początku zapowiadał kumulację drużynowych rozgrywek, może nawet – jak sugerują coraz częściej tenisiści i tenisistki – wprowadzenie w Pucharze Davisa i Pucharze Federacji cyklu dwuletniego. Jeszcze w Melbourne Haggerty poprosił Federera o pilne spotkanie i wiadomo, że ich rozmowa dotyczyła właśnie Laver Cup. „Nie wiem, co szef ITF chce zmieniać w drużynówkach, ani kiedy to zrobi. Moim zdaniem dziś nie ma mowy o żadnej konkurencji, bo mój pomysł dotyczy zaledwie jednego tygodnia w sezonie. Wspólne jest tylko to, że w obu przypadkach chodzi o rywalizację zespołową. Tak generalnie to jest niestety szaleństwo całej naszej dyscypliny. Co byś nowego nie zaproponował trzęsie się zaraz w posadach cały budynek.” – mówił potem lekko rozdrażniony słynny tenisista.

Przypomina się jakże często cytowana frazeologia o psie ogrodnika: „Sam nie zje i drugiemu nie da”.

Karol Stopa