Daria Gavrilova AUS TENNIS Australian Open Melbourne 22 01 2016 TennisMagazine Panoramlc PUBWieczorny mecz IV rundy z udziałem Darii Gavrilovej i rozstawionej z nr 10 Carli Suarez Navarro okazał się dramatycznym dla gospodarzy spektaklem. Juniorska mistrzyni US Open sprzed sześciu lat i aż do 2013 jedna z tych perspektywicznych rosyjskich nastolatek, parę tygodni przed swymi 22 urodzinami może się chwalić australijskim obywatelstwem i statusem lokalnej gwiazdy. Sukcesy „Dashy” w tegorocznym Pucharze Hopmana w Perth, potem w Melbourne, gdzie obecnie mieszka, wygrane z nr 6 Petrą Kvitovą i nr 28 Kristiną Mladenovic, nakręciły gigantyczne zainteresowanie jej postacią. Od roku 2006, kiedy Alicia Molik potrafiła tu pokonać przeciwniczkę z Top10, Venus Williams, nie było nikogo, kto otworzyłby miejscowym aż takie perspektywy. Wciąż kontuzjowana Jelena Dokic, czy wiecznie nie wytrzymująca presji Samantha Stosur poszły dziś w zapomnienie. Za to podbiła wszystkich ta uśmiechnięta od ucha do ucha, kipiąca energią młoda dziewczyna .

Na wypełnionej w niedzielę aż do ostatniego miejsca Rod Laver Arena Daria do zera wygrała set  pierwszy, jeden punkt w drugim dzielił ją od prowadzenia 3:0. Potem Hiszpanka odnalazła rytm swych uderzeń i mimo kłopotów z kolanami zaczęła dominować. Stadion pulsował, Australijka źle sobie radziła z emocjami. Szukała pomocy, gdzie się tylko dało. W przerwie raz czy drugi sięgnęła do torby po jakąś tajemniczą kartkę i ukradkiem zaczęła ją studiować. Operator ręcznej kamery zareagował od razu. Podszedł blisko i zza pleców wykonał najazd na ten ręcznie zapisany kawałek papieru. W kolejnej przerwie powtórzył manewr. W Europie, np. na antenie Eurosportu, można było odczytać bardzo konkretne uwagi tam spisane. Jaki ruch taktyczny ma wykonać zawodniczka, gdzie się ustawiać, czego wystrzegać, co i kiedy jest działaniem pożądanym itd. W relacji australijskiej stacji Channel Seven lokalni  realizatorzy wzbogacili obraz i dołożyli kadry, jakie nie trafiły do przekazu światowego. Zrobiło się pikantnie, bo wyszedł efekt podglądania czyichś prywatnych notatek.

Córka trenera Craiga Tyzzera siedziała w domu i oglądała transmisję. Nagle zauważyła, że właśnie pokazują tekst napisany przez jej ojca. Chwyciła za telefon i zadzwoniła do niego z tą informacją. Mecz Gavrilovej z Mladenovic miał w Australii oglądalność 1,7 mln, z kolei ten z Suarez Navarro, jak się potem okazało, przekroczył 2,5 mln. „Nie życzę sobie, aby moją prywatną korespondencję do zawodniczki demonstrowano milionom ludzi bez mojej zgody” – po takiej interwencji ze strony szkoleniowca zrobiło się zamieszanie. Potem trener ze stanu Victoria tłumaczył system pracy, jaki przyjął wspólnie z Nicole Pratt, znaną kiedyś zawodniczką i drugą opiekunką „Dashy”. Podkreślał mocno, że to zaglądanie zbyt głęboko do trenerskiej kuchni uważa za nietakt. Pikanterii dodaje tu fakt, że w tym roku za sygnał tv z Melbourne odpowiada i produkuje go na swoją odpowiedzialność Tennis Australia. Dla ludzi z tamtejszej federacji jest to świetny sposób na zwiększenie wpływów z tytułu organizacji. Jednocześnie starają się oni, aby obraz jaki wysyłają odpowiadał współczesnym standardom oraz modzie narzucanej przez zawodowe stacje.

W trosce o ten wysoki poziom profesjonalizmu w Melbourne Park nafaszerowano kamerami oraz bardzo czułymi mikrofonami niemal cały obiekt. Kilka razy doprowadziło to, zapewne w sposób niezamierzony, do sytuacji jak z programu Big Brother. Znani zagraniczni dziennikarze, zawodnicy czy trenerzy – okazało się – byli podglądani albo podsłuchiwani w sytuacjach, w jakich zapewne by   sobie tego nie życzyli. Dużą popularność zdobył filmik pokazujący, jak gdzieś w kuluarach Roger Federer w towarzystwie Grigora Dimitrowa czeka aż Maria Szarapowa skończy swój mecz i zwolni dla nich kort centralny. Rosjanka morduje się w tie-breaku drugiego seta z Amerykanką Lauren Davis, wygrywa długą i dramatyczną wymianę, co powoduje wybuch szalonej radości Szwajcara, wyskakującego z krzesełka wysoko w górę. Za moment jednak nastrój drastycznie się zmienia, bo panie muszą grać trzeci set, a to oznacza, że oni na wyjście będą czekać dłużej. Miny obu tenisistów i ich trenerów, półuśmieszki czy strzępy zdań, jakie słychać nie wymagają komentarza, bo od razu jest jasne, co ci ludzie naprawdę sądzą o grze słynnej koleżanki, w przypadku Bułgara niedawnej partnerki. Interpretacja tego zdarzenia na stronie WTA przypomina jako żywo fragment dawnych komunikatów z posiedzenia biur jedynie słusznych partii. Okazuje się, że słynni tenisiści reagując w ten sposób „też się pasjonują” meczami gwiazd kobiecego cyklu…

Pięć miesięcy temu pisałem w tym miejscu („Tablet na korcie”) o rozmaitych niezręcznościach, do jakich może dochodzić wszędzie, gdzie niepotrzebnie zajrzy telewizyjna kamera, albo chyłkiem wsunie się zbierający dźwięki mikrofon. Podczas US Open 2015 krytykowałem („Asy wywiadu”) innowację amerykańskiej stacji ESPN i rozmowę reporterki z Coco Vandeweghe w trakcie meczu turniejowego. Niestety więdnie nadzieja, że ktoś jednak zatrzyma to pleniące się bez opamiętania, koszmarne medialne wścibstwo. Naturalnie powinniśmy patrzeć na ręce tym, którzy sterują naszym życiem, miastem czy krajem, natomiast mój sprzeciw wzbudza inwigilowanie kogoś tylko dlatego, że akurat jest osobą publiczną, np. sportowcem czy aktorem. „WTA pozwala -  tłumaczył pomysł kartki coach Tyzzer – wejść na kort w przerwie między setami i rozmawiać z zawodniczką. Akurat w imprezie wielkoszlemowej jest to zabronione. Żeby Dashy pomóc przygotowałem ściągawkę, coś co mogłoby naszą rozmowę zastąpić”. Australijczyk nie przewidział jednak, że gdy pompowany jest balon oczekiwań zazwyczaj pękają wszelkie bariery. Nie ma wtedy głupoty, jakiej nie dałoby się wypowiedzieć, czy świństwa nie do zrealizowania. Złe intencje i małych ludzi poznasz dopiero, gdy ten balon pęknie. Świeży przykład naszych piłkarzy ręcznych i po ich porażce z Chorwatami pierwsza strona szmacącego się z roku na rok „Przeglądu Sportowego” to akurat w naszych realiach przypadek laboratoryjny. Mechanizm, niestety, wszędzie jest taki sam.

Karol Stopa